
Z plecakiem i/lub rowerem po Hrubym Jeseniku
Kończą się już wprawdzie wakacje, jednak pozostały jeszcze niecałe dwa tygodnie laby oraz dwa prawdopodobnie słoneczne i ciepłe weekendy zanim zacznie się wrzesień.
W związku z tym chciałem zachęcić wszystkich do odwiedzenia jednego z wyższych pasm górskich w Sudetach, położonego praktycznie w całości za czeską granicą, czyli Hrubego Jesenika.Przez długie lata masyw ten był oględnie mówiąc niedostępny dla polskiego turysty, chociaż z rejonu Nysy czy Głuchołaz jest do niego bardzo blisko.
Hruby Jesenik jest najwyższym pasmem Sudetów Wschodnich z dominującym nad resztą szczytem Pradziada (1 491 m npm) z charakterystyczną wieżą telewizyjną widzianą z dość daleka, z polskich Sudetów również. Warto w tym miejscu dodać, że zarówno szczyt Pradziada, jak i szereg miejscowości, o których będziemy pisać w tym artykule jak chociażby Karlova studanka leżą na Śląsku, co może nie być tak oczywiste.

Cały masyw jest dość dobrze dostępny komunikacyjnie. Praktycznie wszędzie można dojechać samochodem, a i komunikacja publiczna w postaci autobusów i pociągów jest dobrze rozwinięta jak to generalnie w Czechach.
Niechybnie ukształtowanie terenu powoduje, że dominującą formą spędzania czasu wolnego w Hrubym Jeseniku są krótsze lub dłuższe wycieczki górskie, zarówno jedno, jak i wielodniowe. Sprzyja temu również gęsta sieć szlaków turystycznych, a także bardzo dobrze rozwinięta baza noclegowa oraz gastronomiczna. Znajdzie się tutaj także coś dla rowerzystów, jak chociażby kultowy już wjazd na Pradziada, najwyższy szczyt polsko-czeskiego pogranicza dostępny legalnie dla rowerzystów. Nic tylko jechać.
Zacznijmy jednak od propozycji jednodniowej wycieczki pieszej doliną/kanionem Białej Opawy na Pradziada.
Wycieczkę ta najlepiej rozpocząć w Karlovej Studance, przepięknego letniska, z charakterystyczną zabudową uzdrowiskową.
Do Karlovej Studanki najlepiej jest przyjechać wcześnie rano, gdyż w późniejszych godzinach miejscowe parkingi pękają w szwach i pojawiają się problemy z parkowaniem. Parkingi nie są tutaj drogie i w przeliczeniu na złotówki ich cena oscyluje w okolicach 20 zł za cały dzień.
Osobiście sugeruję skorzystanie z parkingu Hubertus położonego przy dojeździe do drogi nr 450, tuż przed wyjazdem z centrum miejscowości, tym bardziej, że zaraz przy parkingu znajduje się przepiękny, spływający bardzo dużą kaskadą wodospad.

Szlak (koloru żółtego) prowadzący kanionem Białej Opawy w stronę Ovčárni zaczyna się praktycznie na parkingu, nie sposób się zgubić. Orientacyjnie jest on również dość prosty, wiedzie bowiem korytem potoku. Idąc szlakiem mamy wrażenie jakbyśmy byli w wąwozach skalnych Słowackiego Raju lub w Dolinie Prosieckiej. Cały czas towarzyszą nam mniejsze lub większe kaskady i wodospady.

Całość szlaku zabezpieczona jest szeregiem drabinek, mostków, schodów czy klamr. Mimo trudnego terenu jest dość bezpiecznie, więc trasa ta nadaje się nawet dla rodzin z dziećmi.
Pokonując kolejne wodospady, wspinając się na drabinki nawet nie zauważamy, kiedy zdobywamy coraz większą wysokość i powoli zbliżamy się na duże wypłaszczenie, potocznie zwanego Ovčárna, na którym znajduje się szereg bufetów, restauracji oraz miejsc noclegowych. W miejsce to można również wjechać samochodem, jednakże wjazd jest płatny, a ilość miejsc parkingowych ograniczona.

Po uzupełnieniu płynów oraz ewentualnym posiłku możemy z Ovčárni ruszyć na szczyt Pradziada, który jest już widoczny od jakiegoś czasu. Idąc na górę trudno się zgubić, gdyż w kierunku szczytu ciągną pielgrzymki ludzi. Sama droga jest dość wygodna, wiedzie asfaltem. Na szczycie Pradziada znajduje się wieża telewizyjna z bufetem (obecnie w remoncie).

Po zdobyciu szczytu możemy z góry zjechać do Karlovej Studanki hulajnogą. Niestety nie wiem jaki jest koszt jej wypożyczenia, ale nie sądzę, aby był on zbyt duży.
Pobyt na szczycie możemy sobie urozmaicić fotografowaniem, gdyż panoramy rozciągające się spod wieży telewizyjnej są naprawdę imponujące.
Ci co nie wypożyczyli hulajnóg muszą wrócić do Karlovej Studanki pieszo. Sugerujemy powrót z rejonu Ovčárni zielonym szlakiem. Szlak doliną Białej Opawy jest jednokierunkowy więc nie radzę schodzenia nim, będziemy przeszkadzać podchodzącym do góry. Zejście zaś asfaltem może jest proste, jednak potwornie dołujące. Dlatego myślę, że zielony szlak, jako zejściowy do miejscowości, jest najbardziej optymalny. Początkowo wąska ścieżka z każdym metrem jest coraz szersza, a przynajmniej nie towarzyszą nam wjeżdżające w kierunku szczytu i zjeżdżające w dół samochody. Całość wycieczki kończymy na parkingu w Karlovej Studance.
Mapka trasy:
Alternatywną opcją pieszą są także wycieczki wielodniowe.
Istnieje szereg możliwych kompilacji tego typu marszruty, zarówno z wykorzystaniem własnego samochodu (pętla piesza + krótki dojazd komunikacją publiczną) lub całkowite zdanie się na dojazd komunikacją publiczną, również z rozpoczęciem jak i zakończeniem marszruty z terenu Polski.
My chcielibyśmy zaproponować ten drugi wariant, dodatkowo nieco survivalowy, z noclegami pod namiotem, chociaż tak jak wspomnieliśmy wcześniej baza noclegowa w tym rejonie jest dość bogata i nie ma konieczności spania w namiocie.

Nasza trasa zaczyna się w Novym Malinie nieopodal Sumperka i prowadzi przez takie miejsca jak: Kamenný vrch – Skřítek – Jelení studánka – Vysoká hole – Ovčárna – Pradziad – Turistická chata Švýcárna – Červenohorské sedlo – Vřesová studánka – Šerák – Ramzová – Paprsek – Bielice (Bolesławów)
Oczywiście dojazd i powrót komunikacją publiczną nie jest tak prosty jak samochodem na wycieczkę jednodniową, jednak mimo pozornego skomplikowania wykonalny (przetestowaliśmy go osobiście – to działa).
Aby dojechać do Noveho Malina musimy wystartować z Wrocławia pociągiem relacji Wrocław Główny – Międzylesie (Lichkov) o godz.6:08, żeby po kilku przesiadkach (całość na zdjęciu poniżej) o godz.11:01 wylądować w Novem Malinie.
Novy Malin jest typową podsudecką wioską, bez w zasadzie żadnych atrakcji. Jedyną jego zaletą jest fakt poprowadzenia szlaku turystycznego w kierunku Skřítka. Początkowy odcinek drogi zmierza właśnie do tego miejsca. Głównie trasa idzie w lesie, więc w zasadzie nie ma żadnych spektakularnych atrakcji widokowych. Po dojściu do Skřítka warto wejść do restauracji i zjeść coś ciepłego, gdyż przed wejściem w główny grzbiet Hrubego Jesenika jest to ostatni tego typu przybytek. Następne będą dopiero w dniu następnym w okolicach Ovčárni. Po wyruszeniu na szlak powoli, mozolnie wspinamy się w kierunku Jeleniej studanki.


Idzie się dość ciężko, szczególnie kiedy mamy dość wypchane plecaki np. sprzętem biwakowym. Jednakże im wyżej tym coraz więcej interesujących widoków, chociaż to co najciekawsze czeka nas dopiero w kolejnych dniach.
Wieczorem, po 7 godzinach marszu docieramy do Jelenej studanki i możemy się rozbić namiotem. Musimy pamiętać, że miejsce to leży w granicach Obszaru Chronionego Krajobrazu Jeseniky, czyli odpowiednika naszego parku krajobrazowego i co do zasady rozbijanie się w tym miejscu jest zabronione. Jednakże jest to martwy przepis i amatorów noclegu pod namiotem spotkamy w tym miejscu wielu. Niewątpliwym plusem tego miejsca jest dostęp do bieżącej wody, o co nie jest tak łatwo na takich wysokościach (ok. 1 300 m npm). Ponadto kto nie ryzykuje ten nie pije szampana.
Pozostaje zrobić kolację i udać się spać.

Kolejny dzień drogi nie jest już tak ciężki jak pierwszy. Jest to zasługą głównie tego, że startujemy z dość znacznej wysokości, a jedynym większym podejściem w tym dniu jest podejście na szczyt Pradziada.


Zanim jednak do niego dojdziemy mamy okazję trochę pomaszerować wysokogórskimi halami w okolicy Vysokiej holi. Stamtąd coraz lepiej widać Pradziada, główny cel wyjazdu.
Z Vysokiej holi czeka nas zejście kilkoma serpentynami do Ovčárni. Krótki popas i atak szczytowy, szlakiem jak opisano powyżej.
W odróżnieniu od wycieczki jednodniowej nie wracamy już do Ovčárni, tylko po zejściu z głównego wierzchołka skręcamy główną granią w stronę schroniska Švýcárna, w którym proponujemy zjeść obiad.

Dalsze kilometry drogi przebiegają szeroką ścieżką obfitującą w wiele miejsc widokowych, która doprowadza nas po kilku kolejnych godzinach do Červenohorského sedla, na którym znajduje się kilka hoteli i restauracji. Można po raz kolejny coś przekąsić, a nawet zanocować w tym miejscu.


My zdecydowaliśmy się iść dalej i rozbić, tak jak dzień wcześniej namiot w miejscu zabronionym, czyli na Vřesovej studance.
Miejsce to, pod kątem noclegu w namiocie jest tak samo praktyczne (dostęp do bieżącej wody) jak Jeleni studanka, więc warto wziąć je pod uwagę przy planowaniu rozbijania namiotu.

Po kolejnej nocy „na dziko” powoli kierujemy się w stronę granicy polskiej. Kilka godzin zajmuje przejście granią od Vřesovej studanki do Šerák. Dużą część tego odcinka idziemy odkrytym terenem z bardzo ładnymi widokami, szczególnie z Keprnika.

Droga jest bardzo przyjemna, bez większych podejść. Dłuższy postój można zrobić przy schronisku na Šeráku, które będzie na naszej trasie ostatnim w Hrubym Jeseniku, bez względu na to w którym kierunku pójdziemy dalej.


W miejscu tym musimy bowiem zadecydować, czy pchamy się pieszo w stronę Bolesławowa/Bielic czy schodzimy tylko do Ramzovej i stamtąd próbujemy dojechać komunikacją publiczną w rejon Głuchołaz lub Międzylesia, czy też w ogóle schodzimy do Jesenika i kierujemy się do Zlatych Hor i Głuchołaz.
My proponujemy ten pierwszy wariant, a mianowicie marszrutę do Bielic lub Bolesławowa.
Aby tam dojść musimy zejść na Ramzovské sedlo, co zajmuje dość dużo czasu, chociażby ze względu na konieczność zgubienia kilkuset metrów wysokości.

Na Ramzovskim sedlu możemy po raz kolejny coś wypić lub zjeść, gdyż będziemy przechodzić obok wielu restauracji, jednak my sugerujemy wstrzymać się jeszcze trochę i pocierpieć na podejściu do Paprska. Od przełęczy zaczyna się wprawdzie ostatnie dłuższe podejście na tym wyjeździe, jednak nie jest ono zbyt ciężkie i pozwoli we w miarę spokojny sposób dojść do schroniska na Paprsku, jednego z moich ulubionych w Czechach, przepięknie położonego na wysokogórskiej łące, ze wspaniałą panoramą, serwującego naprawdę świetną kuchnią.

Przed wyruszeniem z Paprska musimy jeszcze podjąć decyzję, czy idziemy do Bielic (trasę tą opisaliśmy w artykule U źródeł Białej Lądeckiej), czy też do Bolesławowa.
Mimo, że trasa do Bolesławowa jest nieco dłuższa to zachęcałbym do niej. Idąc początkowo po równej, szerokiej drodze szutrowej schodzimy do Medvědí boudy, która jest obiektem prywatnym i raczej nie możemy liczyć w niej na poczęstunek, który i tak ze względu na niedawne wyjście z Paprska nie jest konieczny. Idąc dalej szeroka droga szutrowa przechodzi w ścieżkę, która sukcesywnie wyprowadza nas na grzbiet i do polskiej granicy w rejonie szczytu Chlupenkovec, z którego zostało już naprawdę niedaleko do Przełęczy Płoszczyna i dalej do Przełęczy Staromorawskiej i Bolesławowa.
W Bolesławowie proponujemy nocleg w pensjonacie Monte Neve, o którym już kilka razy pisaliśmy i w którym wielokrotnie zatrzymywaliśmy się przy okazji krótszych, czy dłuższych wypadów w rejon Śnieżnika.

Po nocy spędzonej w Monte Neve pozostaje już tylko dostać się pieszo lub łapiąc jakąś okazję do Stronia Śląskiego, z którego kilka razy dziennie kursują już autobusy do Wrocławia.
Mapka trasy (niestety brakuje około 1,5 km przejścia od Noveho Malina – aplikacja nie widzi szlaku):
Pisząc o wyjazdach turystycznych w Hruby Jesenik obowiązkowo musimy również wspomnieć o jego penetracji rowerem, tym bardziej że taką wycieczkę odbyliśmy kilka dni temu.
Tym razem proponujemy przejazd dla zaawansowanych kondycyjnie kolarzy, gdyż trasa, którą za chwilę opiszemy, mówiąc językiem zaczerpniętym z wyścigów kolarskich liczy ok. 104 km i zlokalizowane są na niej 4 premie górskie I-szej kategorii, w tym jedna potwornie wymagająca – a mianowicie Pradziad. Łączna suma przewyższeń na tej trasie wynosi ok 2 500 m.Oczywiście nikt nie musi robić tej trasy w całości. Można ją podzielić chociażby na dwa dni lub w ogóle skrócić. Jednak osobiście zachęcam do zmierzenia się z całą trasą. Po jej przejechaniu satysfakcja jest naprawdę gwarantowana.
Wycieczkę rozpoczynamy na stacji Wrocław Brochów, skąd odjeżdżamy pociągiem o godz. 7:07 do Głuchołaz. W trakcie trasy powinniśmy mieć przesiadkę w Nysie, jednak w chwili obecnej, ze względu na prowadzone remonty na trasie Opole – Nysa nasz pociąg zmienia numer i jedzie dalej do samych Głuchołaz. Po zakończeniu remontów trzeba będzie się przesiąść.

Do Głuchołaz dojeżdżamy kilka minut po godzinie 9:00 i nie zwlekając ruszamy na trasę, początkowo przez centrum miasta, a następnie już poza nim w kierunku granicy państwowej i Zlatych Hor już po czeskiej stronie. Od samego początku trasy, nie licząc kilkuset metrów po starcie, jedziemy pod górę. Sytuacja ta zmieni się dopiero po wjechaniu na dość konkretny podjazd przed Vrbnem pod Pradědem, z którego nawet będziemy zjeżdżać.
Do tego miejsca, mimo że pod górę, jedzie się dość dobrze. Po drodze zaczynają się pojawiać pierwsze górki z ciekawymi widokami, w tym na Biskupią Kopę z wieżą widokową. W ogóle cały ten odcinek jest dość ładny widokowo. Przemykamy dobrej jakości drogą asfaltową wijącą się między polami i łąkami, częściowo zacienioną drzewami.


Przed dojazdem do Vrbna pod Pradědem, w miejscowości Mnichov, musimy skręcić w prawo w kierunku Karlovej Studanki, omijając tym samym centrum Vrbna. Wyjeżdżamy już praktycznie za miejscowością.
Od tego momentu nie mamy już ani centymetra płaskiej trasy, o zjazdach nie wspominając, aż do szczytu Pradziada. Jedziemy powoli przez kilka kilometrów do góry doliną Białej Opavy do Karlovej Studanki, w której, od połączenia z drogą nr 450, dopiero zaczyna się właściwy podjazd. Jeszcze tylko maleńkie wypłaszczenie na sedlu Hvezda i zaczynamy 9-cio kilometrowy podjazd o średnim nachyleniu 12%. Musicie wierzyć mi na słowo jest bardzo ciężko.

Droga wije się generalnie lasem, więc jego cień trochę chroni od słońca, jednak mimo tego wysiłek jest dość znaczny. Nie bez przyczyny podjazd ten jest uważany za jeden z cięższych w Czechach i przyciąga rocznie setki rowerzystów pragnących zmierzyć się z Pradziadem, tym bardziej że zjazdy z niego są naprawdę ekscytujące.
Podjazd do Ovčárni trwa około godziny. Oczywiście po drodze mijają nas kolarze szosowi, ale tu nie chodzi o jakąś rywalizację, a o sam wjazd na górę i jeśli już to o walkę samemu ze sobą. Kiedy w pewnym momencie po prawej stronie pojawia się wieża telewizyjna na Pradziadzie to znak, że zbliżamy się do Ovčárni, czyli miejsca potencjalnie dłuższego odpoczynku przed atakiem szczytowym. Można coś zjeść i ugasić pragnienie i ruszyć dalej na szczyt.


Droga nie jest łatwa, chociażby dlatego, że musimy trochę jechać slalomem między potwornie dużą ilością turystów pieszych. Na szczęście to tylko kilka kilometrów i będziemy mogli zjeżdżać. Jeszcze tylko po drodze i na szczycie kilka fotek, krótki odpoczynek na złapanie oddechu i zjeżdżamy w dół.


Oczywiście możemy na ten dzień dać sobie spokój z dalszą trasą i np. zjechać tylko do Karlovej Studanki na nocleg, a w kolejnym dniu wrócić do Głuchołaz czy Nysy, jednak my zachęcamy do kontynuacji jazdy.
Dlatego po kilku zakrętach prowadzących w dół skręcamy w stronę Švýcárni i dalej szlakiem w kierunku Koutów nad Desną. Niestety od tego momentu droga nie jest już tak idealna jak do tej pory, stąd niestety rowerzyści jadący na rowerach szosowych mogą mieć na tym odcinku duże problemy. Zresztą nawet my na nieco szerszych oponach mamy problemy z jazdą. Taka sytuacja ma miejsce około 3 km od zjazdu z asfaltówki prowadzącej na szczyt Pradziada. Najpierw jedziemy totalnie rozwalonym asfaltem, który dochodzi do schroniska Švýcárna, potem kilkaset metrów szutru, a następnie ok. 2 km jazdy po drodze ułożonej z ciosanego kamienia, bardzo śliskiego po deszczu. Kiedy przetrwamy ten cały odcinek wjedziemy na świetnej jakości asfalt, położony naprawdę daleko i dość wysoko. Nie pozostaje od tego momentu nic oprócz podziwiania widoków, strzelania fotek i poddania się szybkiemu zjazdowi do Koutów, z zachowaniem mimo wszystko względów bezpieczeństwa.


Szusując tak z góry dojeżdżamy w końcu do Koutów nad Desną. Asfalt jest nadal świetnej jakości, a droga cały czas prowadzi w dół. Jednak nie na długo, gdyż praktycznie po 4 km od wjazdu na główną drogę, w przysiółku Rejhotice skręcamy na kolejny podjazd prowadzący do wsi Nové Losiny.

Znowu zaczynamy powoli wspinać się do góry i sukcesywnie zdobywamy straconą przed chwilą wysokość. Powoli zaczynają nas nachodzić czarne myśli. Jest to drugi podjazd tego dnia, przed nami dwa kolejne, a my już po pierwszym byliśmy dość mocno zmęczeni. Nie pozostaje nic innego jak zacisnąć zęby i jechać dalej. Na szczęście podjazd na Nové Losiny nie jest już tak długi i taki stromy jak na Pradziada.

Nie ma też praktycznie żadnego ruchu samochodowego. Zaliczamy jeden przystanek na kabanosa i po przełamaniu grzbietu zjeżdżamy do doliny potoku Branna. I znowu powoli doliną potoku jedziemy do góry, początkowe 5 km w miarę łagodnie, a w Brannej szpicą do góry i mozolnie na górę do wsi Šléglov.
Jeszcze tylko zjazd do Starego Mesta, kolejny podjazd na Przełęcz Płoszczynę i szusowaniedo Kamienicy.
Celowo nie opisujemy odcinka od Brannej do Kamienicy zbyt szczegółowo, gdyż opis tego fragmentu znajduje się w artykule Rowerowo przez Północne Morawy. Mam nadzieję, że do niego sięgnięcie.
Wspomnę tylko, że całość trasy zajęła nam nieco ponad 9 godzin z postojami, a netto około 7 godzin. Zmęczenie po jej przejechaniu było okropne, bolały nas praktycznie wszystkie mięśnie, ale było warto. Po przejechaniu takiej trasy okazuje się, że ludzkie możliwości są naprawdę wielkie.
Mapka trasy rowerowej:
W międzyczasie dokonałem małej modyfikacji wpisu. Udało mi się w końcu odnaleźć w sieci dość ciekawe profile 2D i 3D trasy. Zrzuty profilu trasy i statystyk, a także link do profilu 3D poniżej.
Jeszcze raz zachęcam więc do odwiedzenia Hrubego Jesenika, czy to rodzinnie, czy w grodzie bardziej zaprawionych górołazów, a może rowerem. Są to góry naprawdę piękne, wcześniej niemożliwe do odwiedzania chociaż tak blisko położone od naszej granicy.

