Przez granice, czyli w Górach Stołowych rowerowo.

Większość turystów przyjeżdżających w Góry Stołowe koncentruje się na zwiedzaniu ich głównych atrakcji, zarówno po polskiej, jak i czeskiej stronie masywu, organizując dłuższe lub krótsze wycieczki piesze lub po prostu podjeżdżając samochodem, zaliczając daną górę lub labirynt skalny i jadąc dalej.

Jednakże oprócz atrakcji związanych z turystyką pieszą należy nadmienić, iż Góry Stołowe, oraz ich pobliskie otoczenie są również bardzo wdzięcznym terenem do jazdy rowerem.
Zmienność krajobrazu, niezbyt męczące podjazdy oraz przyjemne zjazdy powodują, że można te góry zwiedzić w odmienny sposób, trafić w kilka miejsc, które leżą poza tradycyjnymi szlakami turystycznymi, zaliczyć kilka mniej „topowych” atrakcji.

Właśnie taką wycieczkę odbyliśmy niedawno startując rowerami z Boguszowa – Gorców i kończąc trasę w Gorzanowie, dwukrotnie przekraczając polsko czeską granicę w punktach granicznych Zdoňov / Łączna i Machovská Lhota / Ostra Góra.

Na pewno nasza propozycja nie jest adresowana do kolarzy amatorów o słabej kondycji. Trasa bowiem ma ok. 100 km, a poza tym obfituje w wiele podjazdów, z najdłuższym ciągnącym się na odcinku od przejścia granicznego Machovská Lhota / Ostra Góra do kulminacji drogi na zboczach Skalniaka.
Nie znaczy to jednak, że trasy nie można rozbić na kilka etapów, skrócić lub zwariantować.

Zajmijmy się jednak naszą trasą.
Niedogodnością tego typu wyjazdów jest konieczność dotarcia na miejsce startu i powrót z wycieczki, w naszym przypadku do Wrocławia.Niechybnie najlepszą formą transportu jest w tym momencie pociąg. Zarówno linia kolejowa Wrocław – Jelenia Góra, jak i Międzylesie – Wrocław obfitują w dużą ilość połączeń w ciągu całego dnia, jednak w sytuacji, jaka miała miejsce jeszcze kilka dni temu, ze względu na panujące upały, najlepiej wybrać się skoro świt. Wyjazd możliwy jest w takim wypadku z Wrocławia o godz. 4:53. Pociąg przyjeżdża do Boguszowa – Gorc Zachód o godz. 6:31.

stou0142owe_01
Na stacji kolejowej Boguszów  – Gorce Zachód.

Przy powrocie należy sprawdzić czy na jakimś odcinku nie jest uruchomiona autobusowa komunikacja zastępcza, gdyż wówczas nie można zabrać ze sobą rowerów. My zaliczyliśmy właśnie taką wpadkę, gdyż po dojechaniu do Bystrzycy Kłodzkiej, z której planowaliśmy wracać do Wrocławia, okazało się, że na odcinku Międzylesie – Gorzanów kursują autobusy, a pociąg jedzie do Wrocławia dopiero od Gorzanowa. Musieliśmy więc dopedałować kolejne 7 km, aby móc dojechać do domu.

stou0142owe_02
W drodze do Czarnego Boru.

Pierwszą część przejazdu poświęciliśmy na dojazd do przejścia granicznego Zdoňov / Łączna. Prawie cały czas posuwaliśmy się umiarkowanie pofałdowanym terenem, przemykając przez kilka dolnośląskich wsi oraz wzdłuż ciągnących się pól uprawnych. Tegoroczna susza spowodowała, iż na wielu polach żniwa już się odbyły lub są w trakcie. Sytuacja taka rzadko się zdarza w terenie górskim, ale niestety klimat nam się zmienia, stąd i żniwa w przyspieszonym terminie.

stou0142owe_03
Kościół pw. Św. Jadwigi w Grzędach.

Opisywany odcinek prowadzi praktycznie cały czas po dobrej jakości asfalcie, więc trasa dość szybko jest pokonywana. Nie nastręcza on również żadnych trudności orientacyjnych. Należy jedynie pamiętać, że przy wjeździe do Mieroszowa należy bardzo ostro skręcić w prawo, w kierunku przejścia granicznego. Jadąc od strony wsi Różana nie ma żadnego widocznego kierunkowskazu informującego o skręcie do granicy. Dopiero po zatrzymaniu można się zapoznać z informacjami znajdującymi się na stojącej w tym miejscu „rososze” z tabliczkami szlaków pieszych i rowerowych.

stou0142owe_04
Drogowskaz przy wjeździe do Mieroszowa.

Od tego momentu zaczyna się nie za długi (ok. 3 km) podjazd do granicy, który nie nastręcza większych problemów, tym bardziej że jedziemy jeszcze „na świeżości”, gdyż od startu mamy zrobione ok. 18 km.

stou0142owe_05
Przejście graniczne Zdoňov / Łączna.

Od przejścia granicznego Zdoňov / Łączna zaczyna się czeska część naszej trasy. Mimo braku kontroli granicznej należy pamiętać o posiadaniu dowodu tożsamości, gdyż czasami zdarzają się lotne patrole policji na granicy, które kontrolują kwestię dokumentów uprawniających do przekraczania granicy.

Od przekroczenia granicy, praktycznie aż do Teplic nad Metują  mamy ładnych kilkanaście kilometrów zjazdu, po naprawdę dobrym asfalcie, więc można trochę poszarżować. Po drodze powoli zaczynają się pojawiać skały Adrspasskiego, a w krótkim odstępie czasu również Teplickiego Skalnego Miasta.

stou0142owe_06
Adrspasskie Skaly.

Nie będziemy w tej chwili opisywać tych atrakcji, gdyż czeskim skalnym miastom poświęcony zostanie osobny artykuł, tym niemniej mając więcej czasu, np. organizując dwudniowy wyjazd opisywaną trasą można pokusić się jeszcze o zwiedzanie skalnych miast.
My tym razem odpuściliśmy sobie pieszą wycieczkę, a nasz kontakt ze skalnymi miastami ograniczyliśmy do kilku fotografii i wypicia kawy w restauracji przy wejściu do Teplickiego Skalnego Miasta.

stou0142owe_07
Przy wejściu do Teplickiego Skalnego Miasta.

stou0142owe_08stou0142owe_09

Ruszając dalej w kierunku centrum miasteczka i w stronę Polic krajobraz znowu zaczyna się fałdować. Cały czas towarzyszą nam większe i mniejsze podjazdy i zjazdy i taka sytuacja będzie nam towarzyszyć praktycznie do Machova, od którego zaczyna się powolny, dość intensywny podjazd w kierunku Karłowa po polskiej stronie.

Zanim tam jednak dojedziemy warto na chwilę zatrzymać się w Policach, małym miasteczku z kilkoma ciekawymi zabytkami, w tym ratuszem, o którym pierwsza wzmianka pojawia się w 1213 r. i informuje o nadaniu tej miejscowości klasztorowi na Břevnovie przez króla Przemysła Ottokara I.

stou0142owe_10
Stara szkoła w Policach, wybudowana w 1785 roku. Lekcje odbywały się w niej aż do 1857 roku. 
stou0142owe_12
Policki ratusz.
stou0142owe_11
Na polickim rynku.

Po „strzeleniu” kilku fotek ruszylismy w kierunku Machova i dalej przejścia granicznego Machovská Lhota / Ostra Góra. Tak jak wspomnieliśmy wcześniej był przed nami kolejny podjazd, a następnie zjazd do Machova, a stąd już regularne „pchanie” w górę do Polski. Na szczęście pogoda dopisywała, było piękne słońce, a temperatura nie przekraczała 25o C. Po minięciu trochę rozkopanego Machova praktycznie niezauważenie wjechaliśmy do Machovskiej Lhoty.

stou0142owe_13
Na podjeździe do Bilego.
stou0142owe_14
Zjeżdżamy do Machova.

Jako, że tempo było bardzo dobre postanowiliśmy odpocząć przed granicą w przydrożnej gospodzie „U Lidmanu”. Ciekawostką jaka w niej się znajduje jest portret cesarza austro-węgierskiego Franciszka Józefa I z dziurą w środku. Pod portretem znajduje się napis, który informuje, iż Franciszek Józef był pierwszą ofiarą I Wojny Światowej, gdyż na wieść o wypowiedzeniu wojny Serbii strzelił do niego niejaki Eduard Šram. Rana jest widoczna do dzisiaj.

stou0142owe_17
Portret Franciszka Józefa I w gospodzie „U Lidmanu”.

Po krótkim popasie ruszyliśmy dalej i po kilkuset metrach dojechaliśmy do granicy. W tym momencie kończy się bardzo dobry asfalt, a zaczynają się dziury wprowadzające do polskiej rzeczywistości. Wprawdzie przy drodze widać różnego rodzaju pachołki, nawieziony kamień i częściowo odnowione skarpy z uzupełnionym betonowaniem, jednak nie zmienia to faktu, iż na drodze nic się nie dzieje. Przez blisko 40 min jazdy spotkaliśmy kilka brygad „remontujących” drogę, w ilości łącznej 8 osób, jednakże żadna z tych osób nie pracowała, skutecznie podpierając burty wywrotek, lub inne sprzęty pozwalające odpocząć.

stou0142owe_18
Przejście graniczne Machovská Lhota / Ostra Góra.

Ja rozumiem, że jest gorąco, że można zrobić sobie przerwę, ale naprawdę kiedy się jedzie i widzi praktycznie zerowy postęp prac i obijające się grupki pracowników to ręce opadają. W tym tempie jak dobrze pójdzie to remont drogi może skończy się za 5 lat. Sugerujemy pracownikom Gminy Radków, gdyż prawdopodobnie to ona jest inwestorem prac nad przyjrzeniem się temu pozorowanemu remontowi. Póki co można ten stan skwitować jednym słowem – wstyd.

stou0142owe_19
A to już po polskiej stronie.

stou0142owe_20

Nam tymczasem nie pozostało nic innego jak pedałować dalej w kierunku Karłowa, do którego finalnie nie dojechaliśmy, gdyż postanowiliśmy skręcić w kierunku Batorowa i dalej Szczytnej i Polanicy Zdrój.
Po skręcie w kierunku Szczytnej wjechaliśmy po chwili na Kręgielny Trakt (Kegel Strasse), fantastyczną krajobrazowo drogę, choć w opłakanym stanie technicznym. Może ona również zostanie kiedyś wyremontowana, co dodatkowo podniosłoby jej walory.

stou0142owe_21
Szczeliniec Wielki.

Kręgielny Trakt swego czasu był jedną z ważniejszych, obok Praskiego Traktu, przepraw ze Śląska do Czech, jednakże po zbudowaniu Szosy Stu Zakrętów stracił na swoim znaczeniu i obecnie jest jedynie lokalną drogą z Batorowa do Karłowa.
Mimo występujących prawie do skrętu na Batorówek dziur i dużych połaci ubytków w asfalcie, który prawdopodobnie został położony ładnych kilkadziesiąt lat temu warto nią przejechać, jeśli nie ze względu na widoki na Szczeliniec Wielki to choćby ze względu na fakt jednej z najkrótszych dróg prowadzących z Karłowa do Szczytnej, bez jakiegokolwiek ruchu samochodowego.

stou0142owe_22
Szczeliniec Wielki z Kręgielnego Traktu.

Stan asfaltu zmienia się diametralnie przed Batorowem, przez który przemykamy dość szybko, pokonując ładnych kilka kilometrów zjazdu i trafiamy do Szczytnej, małego poprzemysłowego miasteczka, ze świeżo wyremontowanym deptaczkiem. Jednakże nie ma sensu na dłużej się w niej zatrzymywać, chyba że ktoś zamierza się wybrać na górującą nad Szczytną górę Szczytnik z zabytkowym zamkiem, jednakże należy pamiętać, iż nie jest on udostępniony do zwiedzania.

stou0142owe_23
Deptak w Szczytnej.

Wyjeżdżając ze Szczytnej w stronę Polanicy Zdrój należy wybrać drogę doliną Bystrzycy Dusznickiej, nie główną trasą nr 8. Jadąc doliną mamy do czynienia z mniejszym ruchem samochodowym, a i sama jazda jest bardzo przyjemna ze względu na porastające dolinę lasy i szum towarzyszącej rzeki, praktycznie na całym odcinku dojazdowym do Polanicy Zdrój.
Jeżeli nie spieszymy się bardzo warto zajrzeć do centrum Polanicy Zdrój, na deptak miejski i Park Zdrojowy, może zatrzymać się na kawę lub obiad. My zatrzymaliśmy się na mały obiad i postanowiliśmy chwilę odpocząć, przed czekającym nas ostatnim odcinkiem drogi. Polanica to naprawdę bardzo urokliwe miasteczko, godne nawet osobnej wycieczki.

stou0142owe_24
W Polanicy Zdrój.
stou0142owe_25

W polanickim parku zdrojowym.

Po wyjeździe z Polanicy na ostatni etap do Bystrzycy Kłodzkiej i Gorzanowa, praktycznie od samego startu zaczynamy podjazd, który kończy się przed Starkówkiem. Jako że mieliśmy już kilka kilometrów za sobą wjeżdżało nam się dość ciężko, ale jakoś daliśmy radę, tym bardziej że za Starkówkiem zaczynał się zjazd, z małymi chopkami podjazdów, praktycznie do samej Bystrzycy Kłodzkiej.

stou0142owe_26
Łomnicka Równia.

Po dojeździe do Bystrzycy ruszyliśmy w kierunku dworca kolejowego. Przejazd nie był prosty, gdyż drogi w Bystrzycy są dość mocno remontowane, więc trzeba wiedzieć dokąd jechać. Jednak Bystrzyca Kłodzka to nie Nowy Jork i prędzej czy później można się ogarnąć i trafić do celu.

Po dotarciu na dworzec kolejowy okazało się, że do odjazdu pociągu do Wrocławia mamy jeszcze ponad godzinę. Postanowiliśmy odpocząć i kupić bilety powrotne do Wrocławia, jednak okazało się, że kupno biletów na rower jest niemożliwe. Było to spowodowane faktem, iż obecnie na odcinku Międzylesie – Gorzanów kursuje autobusowa komunikacja zastępcza.

stou0142owe_27
Na dworcu w Bystrzycy Kłodzkiej.

Nie pozostało więc nic innego jak powtórne odpalenie rumaków i podjazd do Gorzanowa, w którym już bez problemów kupiliśmy bilety, w tym na rower i wróciliśmy do Wrocławia.

stou0142owe_28

Za chwilę wsiadamy do pociągu Gorzanów – Wrocław Główny.

Mamy nadzieję, że tych kilka słów na temat przekrojowej trasy rowerowej przez Góry Stołowe zachęci Was do wycieczki, może trochę zmienionej, może rozłożonej na kilka etapów.

Wkrótce opublikujemy osobny artykuł na temat czeskich skalnych miast, który będzie pewnym uzupełnieniem lektury bieżącego posta, więc znajdzie się też coś dla turystów pieszych.

Filmik z trasy: 

Relive ‚91,96km Road Cycling’

Reklamy

Dodaj komentarz