Tatry Niżne. Od Prašivej do Kráľovej hoľi.

To już ostatni artykuł traktujący o Tatrach Słowackich, tym razem o Tatrach Niżnych, chociaż niektórzy nie uznają za część Tatr tego masywu górskiego, oddzielonego doliną Wagu od właściwego grzbietu Tatr. Nie nam jednak spierać się z geografami w tej materii.
W związku z faktem samej nazwy geograficznej, wysokości tych gór, ich rozległości, szaty roślinnej i zamieszkującej je zwierzyny nie pozostaje nam nic innego jak uznać, że mówimy o Tatrach.
Nie będę odkrywczy w zakresie kwestii praktycznych związanych z dojazdem i zakwaterowaniem w stosunku do wcześniejszych artykułów, więc odsyłam Was do ich treści. W zasadzie penetracja Tatr Niżnych możliwa jest z tych samych miejsc co Tatr Wysokich, Tatr Zachodnich oraz Wielkiej Fatry. mamy więc do dyspozycji szereg noclegów zaczynając od Popradu, przez Liptovský Mikuláš, na Ružomberoku kończąc.

Jest jednak jedna rzecz, która odróżnia ten masyw górski od pozostałych części Tatr, a mianowicie sposób ich zwiedzania, który również determinuje kwestie noclegowe z tym związane.
Tatry Niżne można zwiedzać organizując jednodniowe wycieczki, przykładem których będzie jedna propozycja opisana przez nas lub też wzorem Wielkiej Fatry porywając się na kilkudniowe przejście graniowe.

Szeroka Dolina ze szczytu Ďumbiera.

Jak się dobrze domyślacie jestem oczywiście zwolennikiem tej drugiej opcji, gdyż jak już wcześniej pisałem nie ma nic lepszego jak poranna lub wieczorna kawa pita przy wejściu do namiotu lub z tarasiku górskiej koliby, a tych ostatnich akurat w Tatrach Niżnych nie brakuje.
Oczywiście przejście całej grani Tatr Niżnych, jak też jednodniowe wycieczki nie należą do najlżejszych. Przejście graniowe wiąże się oczywiście z koniecznością dźwigania całego dobytku łącznie z namiotami, chociaż przy dobrej organizacji marszruty noszenia tych ostatnich można uniknąć. Jednodniowe wycieczki charakteryzują się natomiast dość dużą różnicą wysokości między punktem startu, a docelowym szczytem, czy też miejscem na grani, na które planujemy wejść, co powoduje dość mocne “zatarcie” organizmu, szczególnie w początkowych dniach pobytu w Tatrach Niżnych .

Wracając tylko w kilku zdaniach do kwestii praktycznych związanych z dojazdem to przy wyjeździe stacjonarnym zdecydowanie sugeruję dojazd własnym samochodem. W przypadku przejścia graniowego nie ma to znaczenia, gdyż można wybrać się na wycieczkę zarówno transportem publicznym jak i własnym samochodem, który będziemy musieli zostawić na parkingu w punkcie startu, a najlepiej w jednej z większych miejscowości typu Ružomberok czy Poprad, do których łatwo można dojechać np. pociągiem.

Co do samych wycieczek to na początek chcielibyśmy zacząć od wycieczki jednodniowej.
W tym konkretnym przypadku mówimy o wejściu na najwyższy szczyt Tatr Niżnych, czyli Ďumbier (2046 m) z Demänovskiej Doliny.
W tym celu musimy dojechać na jeden z parkingów położonych we wspomnianej wyżej dolinie i z niego rozpocząć wędrówkę. My konkretnie polecamy parking przy dolnej stacji kolejki górskiej w Jasnej. Po pierwsze jest on bezpłatny (przynajmniej był jeszcze we wrześniu tego roku), a po drugie wychodzimy z niego bezpośrednio na szlak w kierunku Chopoka (2024 m).

Przy dolnej stacji kolejki w Jasnej. Parking znajduje się po przeciwnej stronie uliczki.
Jedna z bocznych odnóg głównej grani Tatr Niżnych.
Coraz bliżej głównej grani.

Trasa wycieczki na odcinku do Chopoka nie jest trudna orientacyjnie, prowadzi cały czas niebieskim szlakiem. Nie nastręcza również żadnych trudności technicznych. Szlak jest dobrze utrzymany. Wymagana jest jedynie dobra kondycja i cierpliwość, gdyż wejście na główną grań jest nieco monotonne, chociaż obfitujące w dość ładne widoki.
Po około 3-ch godzinach od startu dochodzimy do górnej stacji kolejki na Chopok i  możemy chwilę odetchnąć, wejść na szczyt Chopoka, czy też posilić się w bufecie przy kolejce górskiej lub w schronisku “Kamenná chata pod Chopkom”.

Dochodzimy do Chopoka. W oddali cel dnia – Ďumbier.
Pośrednia stacja kolejki linowej z Jasnej na Chopok.
Szczyt Chopoka. Poniżej schronisko „Kamenná chata pod Chopkom”.

Odpoczynek jest wskazany, gdyż nie jest to koniec wędrówki. Od tego miejsca bowiem przechodzimy na czerwony szlak prowadzący na Ďumbier.
Wędrówka z tego miejsca nie jest łatwa jak mogłoby się na pozór wydawać. Idziemy główną granią, która po początkowym obniżeniu do poziomu ok. 1700 m zaczyna się podnosić. Podejście jest nieco wyczerpujące (mamy do pokonania ok. 300 m w pionie), szczególnie po wcześniejszym etapie wędrówki z doliny, ponadto prowadzi po ułożonych, ale kiwających się dużych kamieniach, gdzie bardzo łatwo o kontuzję.

Na „graniówce” z Chopoka na Ďumbier.
Końcowe metry podejścia na Ďumbier.
Szeroka Dolina raz jeszcze.

Po upływie kolejnych dwóch godzin meldujemy się na Ďumbierze, z którego tak jak z Chopoka (zapomniałem o tym wspomnieć wcześniej) rozciągają się wspaniałe widoki od Wielkiej Fatry poprzez cały obszar Tatr łącznie ze wschodnim grzbietem Tatr Niżnych. Po odpoczynku na szczycie musimy niestety schodzić. Możemy to zrobić na kilka sposobów – zejść tą samą drogą, którą przyszliśmy lub wybrać drogę Szeroką Doliną (szlak zielony od Krupovej Holi 1922 m) i zejść na wysokość parkingu przy osadzie Lúčky. My wybraliśmy tę drugą opcję, żeby nie dublować trasy. Jej mankamentem jest niestety bardzo strome i niewygodne zejście oraz fakt, iż jeden z uczestników wycieczki musi wrócić do Jasnej po samochód.
Innym wariantem wycieczki, tzw. “dla leniwych” jest wjazd kolejką górską na Chopok, przejście na Ďumbier i zjazd na dół lub rozwiązanie połowiczne czyli wjazd i zejście lub wejście i zjazd w dół.
Takich jednodniowych wycieczek możemy zorganizować kilka, szczególnie że część naprawdę ciekawych szczytów Tatr Niżnych leży poza główną granią i ich zdobywanie jest szczególnie zalecane w formie jednodniowych wycieczek. Należą do nich wejścia na: Salatin (1630 m), Krakovą holę (1751 m) czy Velky bok (1727 m).

 

Chopok widziany z Ďumbiera.

Inną propozycją jest sygnalizowane przejście graniowe.
Trasę możemy pokonywać w dowolnym kierunku, zarówno ze wschodu na zachód jak i z zachodu na wschód. My pokonaliśmy ją w tym drugim wariancie. Jako że było to dość dawno temu materiał fotograficzny będzie trochę archiwalny, ale nadal aktualny.
Na przejście całej grani Tatr Niżnych będziemy potrzebowali 5-6 dni, wszystko zależy od tempa marszu, ilości godzin spędzonych na trasie, planowanych miejsc noclegu.

Naszą wycieczkę proponujemy rozpocząć w Donovalach, do których najlepiej dojechać dzień wcześniej i przenocować w jednym z licznych pensjonatów.
Pierwszy dzień marszu zaczynamy dość wcześnie np. w okolicach godziny 5-6 rano. Jest to spowodowane noclegiem w tym dniu, który wypada poniżej sedla Ďurkovej w Útulni Ďurková. Jest to również pierwsze miejsce od Donoval, w którym można rozbić namiot. Bardzo istotnym pozostaje również fakt, że w pobliżu znajduje się pierwsze źródło wody licząc od startu wycieczki. W ogóle wybierając się na graniowe przejście Tatr Niżnych trzeba się zaopatrzyć w duże ilości wody, gdyż miejsc “tankowania” jest niewiele.

Bacówka na łąkach pod szczytem Kečka.

Wróćmy jednak do samej wycieczki. Wydaje mi się, że z perspektywy całej “wyprawy” jest to najtrudniejszy dzień. Powodem tego stanu jest kwestia nabierania wysokości w trakcie marszu oraz długość trasy.
Marszrutę rozpoczynamy idąc początkowo asfaltem i kilka kilometrów lasem, a następnie rozległymi łąkami w okolicach szczytów Kečka (1225 m) i Kozí chrbát (1330 m).
Po przejściu tego ostatniego zaczyna się mozolne podejście wśród kosodrzewiny na szczyt Prašivej (1673 m), będącej jedną z kulminacji Veľkej Chochuľi (1753 m).

Veľka Chochuľa.

Samo wejście na szczyt jest dość monotonne i nieco się dłuży, a w upalny dzień dodatkowo w szpalerach kosodrzewiny tworzą się zastoiska gorącego powietrza, które utrudnia i tak niełatwe wejście.
Jednak widoki, jakie pojawiają się po wyjściu na szczyt wynagradzają nam trudy podejścia. Na szczycie warto się zatrzymać na dłużej, złapać oddech, machnąć trochę fotek i dopiero iść dalej. Od tego momentu nasza trasa przypomina sinusoidę. Raz podchodzimy pod górkę, raz w dół i tak przemierzamy wszystkie szczyty z Latiborską hoľą (1648 m) na czele.
Cały czas towarzyszą nam piękne widoki.

W okolicach Latiborskiej hoľi.
Przy Útulni Ďurková. Wówczas naprawdę samoobsługowym schronie.

Dzień kończymy przy wspomnianym schronie Útulna Ďurková, gdzie zatrzymujemy się na nocleg.
Na przejście tego odcinka będziemy potrzebowali 10 – 12 godzin.

 

Kolejny dzień wędrówki również proponujemy rozpocząć skoro świt. Wprawdzie będzie trochę lżej, gdyż startujemy z dość dużej wysokości, ale do przejścia jest także dość długi odcinek drogi, w bardziej wymagającym terenie między Chopokiem, a Ďumbierem , na który łącznie z odpoczynkami musimy przeznaczyć około 12-13 godzin. Tak długi czas przejścia jest spowodowany przede wszystkim długością trasy, ale także pięknymi widokami, które warto uwiecznić aparatem fotograficznym oraz faktem, iż po drodze będziemy przechodzić obok dwóch schronisk górskich, więc warto się też czegoś napić i/lub coś zjeść.

O świcie w drodze na Chabenec.

Trasa tego dnia jest nieco podobna do wcześniejszej. Również będziemy dużo podchodzić i schodzić, kończąc wędrówkę dość długim zejściem na Sedlo Čertovica.
Jednak na początek czeka nas podejście na Chabenec (1955 m),  z którego niestety musimy zejść na wysokość ok. 1700 m, na Krížske sedlo, aby znowu podchodzić pod Polanę (1889 m). Odcinek od Polany do Chopoka jest już dość przyjemny, bez ciągłych wejść i zejść.

Kozice w okolicy Sedla Polany.

Nie będziemy w tym miejscu opisywać przejścia między Chopokiem, a Ďumbierem , gdyż zrobiliśmy to wyżej, przy okazji opisu wycieczki jednodniowej i zajmiemy się dalszym odcinkiem drogi w kierunku Sedla Čertovica.
Z resztą nie za wiele jest tu do powiedzenia. Cały ten odcinek prowadzi sukcesywnie w dół, początkowo po kamieniach, a następnie górską ścieżką, jednak co najważniejsze widoki nas nie opuszczają.

Górna stacji kolejki górskiej na Chopok 30-ści lat temu.
Chopok z Ďumbiera.
Schronisko “Chata generála Milana Rastislava Štefánika”. Wówczas chata kapitana Moravki.
Schodzimy na Čertovicę.

Po zejściu z Ďumbiera warto zatrzymać się w schronisku “Chata generála Milana Rastislava Štefánika”, gdyż kolejny taki przybytek będzie dostępny dopiero na Sedlu Čertovica. Po popasie w schronisku nie pozostaje nam już nic innego jak zejście na przełęcz, na które będziemy potrzebować około 2-3 godzin.

Biwak na Čertovicy.

Na przełęczy znajduje się kilka obiektów, w których możemy zatrzymać się na nocleg lub rozbić namiot. Dobre miejsce do rozbicia, nawet oznaczane na mapach jest za barem “Motorest Čertovica”, w pobliżu źródła z wodą.

 

Trzeci dzień wędrówki proponujemy potraktować luźno. Można zjechać po prowiant do wsi Vyšná Boca lub do Liptovskeho Hrádoka, jest także okazja na wyspanie się, może małą “przepiórkę”, jak kto woli.
Celem na ten dzień jest dojście do samoobsługowego schronu na Ramžy, do którego z Čertovicy jest około 2,5-3 godzin drogi. Nie ma się gdzie spieszyć, tym bardziej, że tych kilka kilometrów trasy prowadzi cały czas przez las, a i sam schron również położony jest w lesie.

Schron na Ramžy. Lata 90-te.

Z tym późnym wyjściem na trasę to może trochę przesadziłem. Należy pamiętać, iż w środku jest zaledwie kilka miejsc noclegowych, więc jeśli przyjdziemy za późno czeka nas rozbijanie namiotów.

 

Na czwarty już dzień wędrówki musimy zarezerwować nieco więcej czasu. Nie aż tak dużo jak na pierwsze dwa dni, ale te 7-9 godzin będzie niezbędne. Nie musimy więc zrywać się skoro świt. Wędrówka przez wschodnią część Tatr Niżnych jest nieco inna od ich zachodniej części, przypomina bardziej przejście Beskidami. Dość dużo idziemy lasami, czasami pojawiają się widokowe polany.
W związku z tym, że atrakcji mniej, turystów jest też jak na lekarstwo. My będąc w szczycie sezonu (sierpień) przez trzy dni drogi nie spotkaliśmy nikogo. Możliwe, że to przypadek, albo trwała tendencja.
Jeśli chodzi o trasę tego dnia to nie stwarza ona zbytnich problemów za wyjątkiem jednego miejsca, a mianowicie podejścia z sedla Priehyba (1190 m) na Veľką Vápenicę (1691m). Te 500 m przewyższenia naprawdę daje się we znaki, szczególnie że w tym miejscu meldujemy się już po kilku godzinach trasy.

Poranne mgły w okolicach Homôľki.
Schron Andrejcová.

Od Veľkej Vápenicy pozostaje nam do przejścia ok. 4 km do schronu Andrejcová po niewymagającym terenie, obfitującym w dość ładne widoki.
Jeśli w schronie nie będzie miejsca możemy się obok rozbić namiotem.

 

W ostatnim dniu wędrówki pozostaje nam wejście na ostatni większy szczyt Tatr Niżnych, czyli na Kráľovą hoľę (1946 m) i zejście w dół do cywilizacji.
Mimo, że ze schronu Andrejcová, na szczyt Kráľovej hoľi mamy ok. 10 km i 500 m podejścia, to mimo wszystko idzie się dość dobrze, a trasa wydaje się dość przyjemna, tym bardziej że po około 3 km od startu zaczynają się otwarte przestrzenie, obfitujące w ładne widoki.

Na szczycie Kráľovej hoľi musimy podjąć decyzję, w którym kierunku będziemy schodzić.
Ma to wpływ na logiczny powrót do domu, samochodu, tudzież miejsca gdzie zatrzymaliśmy się na Słowacji. Osobiście sugeruję zejście w kierunku linii kolejowej Poprad – Rużomberok. Można wówczas zejść do Liptovskej Teplički, z której autobusem dojedziemy np. do Popradu, a z niego w dalsze kierunki.
Dla osób, które planują jeszcze przejście Słowackiego Raju, albo mają samochód po południowej stronie Tatr Niżnych najlepszym rozwiązaniem jest zejście w kierunku Telgartu, z którego możemy przemieścić się pociągiem do Dedinek na podbój Słowackiego Raju, lub w odwrotnym kierunku, w stronę Martina.

Jeśli chodzi o Tatry to to by było na tyle. Z remanentowego materiału wakacyjnego pozostanie nam jeszcze poświęcić kilka słów Słowackiemu Rajowi, ale o tym już w następnym artykule.

Reklamy

Dodaj komentarz