O Bieszczadach subiektywnie

No comments

Niniejszy post jest wstępnym artykułem z serii kilku kolejnych traktujących o Bieszczadach. Ma on bardziej charakter praktyczny, niż krajoznawczy. Pisząc go, a także kolejne, które zostaną opublikowane w najbliższym czasie,  zastanawiałem się jak ugryźć temat, co jeszcze można napisać o Bieszczadach, czego wszyscy nie wiedzą? Stron internetowych w tej tematyce jest co nie miara, literatura książkowa, przewodnikowa przeolbrzymia. W związku z tym zdecydowałem się na napisanie kilku subiektywnych  artykułów, o tym co mi się podoba w Bieszczadach, jak ja je odbieram i dlaczego zachęcam do wyjazdu w ten uroczy zakątek Polski.

 Jak i kiedy jechać?
Niechybnie najdogodniejszą formą dojazdu w Bieszczady w chwili obecnej jest własny samochód, szczególnie dla osób mieszkających w okolicach przebiegu autostrady A4, ale też w przypadku jadących z innych rejonów Polski. Ta forma transportu umożliwia także bezproblemowe zwiedzenie Bieszczadów w postaci jednodniowych wycieczek, jak i dojechania do miejsca docelowego, pozostawienia samochodu i np. przejścia całego obszaru Bieszczad jednym ciągiem.

1
Jezioro Myczkowieckie i Solina od strony Myczkowiec.

Co do komunikacji publicznej to nie jest już tak różowo.
Jeśli chodzi o pociągi należy mieć na uwadze, iż kursują one jedynie na linii Jasło – Zagórz – Komańcza oraz Rzeszów – Zagórz – Komańcza. Przy dobrej organizacji podróży jesteśmy w stanie w ciągu nocy dojechać do Komańczy oraz miejscowości wcześniej położonych w późnych godzinach rannych.
Należy przy tym pamiętać, iż ilość połączeń kolejowych obecnie dostępnych (sierpień) drastycznie spada kiedy kończą się wakacje.
Niestety nie ma już pociągu relacji Przemyśl – Ustrzyki Dolne, który z jednej strony był swoistą atrakcją turystyczną, gdyż część jego trasy przebiegała przez dzisiejsze tereny Ukrainy, a z drugiej strony umożliwiał szybki dojazd do Ustrzyk Dolnych i dalej w rejon połonin.
Zbiorowa komunikacja samochodowa jest natomiast uzupełnieniem oferty kolejowej lub jej alternatywą. Nie jest ona zbyt wygodna, gdyż aby dojechać np. do Soliny, Wetliny czy Baligrodu musimy się liczyć z wieloma przesiadkami i dość znacznym wydłużeniem podróży.
Planując natomiast wypad na ukraińską stronę sugeruję skorzystać z oferty miejscowych biur podróży, które organizują jedno/dwu dniowe wycieczki na Ukrainę lub wynajęcie busa np. w Ustrzykach Dolnych z opcją dowozu i odbioru z konkretnego miejsca, chociaż nie jest to tanie i kalkuluje się przy organizacji wyjazdu dla większej grupy osób.

Kwestia drugiej części pytania tytułowego jest już bardzo subiektywna.
Bieszczady są piękne o każdej porze roku, no może odradzałbym wyjazd w słotnych miesiącach typu marzec czy listopad, ale dla prawdziwych fascynatów nie jest to również żadną przeszkodą.
Jeżeli nie przeszkadzają Wam tłumy to niechybnie wyjazd w okresach wakacyjnych jest jak najbardziej wskazany. Działają wszystkie miejscowe atrakcje, jest więcej pociągów i autobusów, również organizowane są wycieczki na stronę ukraińską, czego nie ma poza sezonem.
Ja osobiście najbardziej lubię jesień kiedy liście drzew zaczynają się czerwienić, nie ma już tłumów, pogoda jest akceptowalna, a miejsc w pensjonatach do wyboru, do koloru.

2
W Bukowcu.

Gdzie spać?
Oferta noclegowa w Bieszczadach jest przebogata. W zasadzie w każdej miejscowości można znaleźć coś dla siebie. Niestety w zależności od sezonu należy się do tego zabrać odpowiednio wcześnie.
Bieszczady w okresie letnim są jednym z najbardziej popularnych rejonów w Polsce, tak więc chcąc zarezerwować najlepsze dla Nas miejsca trzeba to zrobić odpowiednio wcześnie, niejednokrotnie nawet w styczniu/lutym. Nieco łatwiej z kwaterami jest w pozostałych okresach.
Miejsce samego noclegu zależne jest też od preferencji rodzaju wypoczynku. Jeśli nastawiacie się na jednodniowe wycieczki objazdowe to proponowałbym Solinę, Polańczyk lub którąś z pobliskich miejscowości. Solina położona jest centralnie w stosunku do pozostałych bieszczadzkich atrakcji, więc jest z niej jednakowo blisko i daleko w każdy bieszczadzki zakątek. Jest też gdzie pójść wieczorem zjeść i się napić. W lecie może jednak odstraszać tłum turystów.
Będąc w Solinie przeważnie zatrzymuję się w pensjonacie Joanna. Stosunkowo niskie ceny, miła właścicielka i położenie pensjonatu blisko centrum, ale zarazem na uboczu Soliny powoduje, że zawsze wracam do niego z dużą przyjemnością.
Jeżeli bardziej interesuje Was zdobywanie szczytów bieszczadzkich połonin to proponuję nocleg w Ustrzykach Górnych. Położenie Ustrzyk Górnych u zbiegu prawie wszystkich bieszczadzkich połonin oraz wieczorny klimat ustrzyckich knajpek, w których zbierają się wracający z gór plecakowcy jest niezapomniany.
W Ustrzykach Górnych nie ma zbyt wielu noclegów. Jeśli jednak zapragniecie w nich nocować to polecam noclegi u Pani Teresy Ratoń. Blisko centrum, ale w odosobnieniu.
Jeśli zamierzacie jechać w Bieszczady z namiotem to sprawy się nieco komplikują. Jak to w parkach narodowych bywa, tak i w Bieszczadzkim Parku Narodowym funkcjonuje bezwzględny zakaz rozbijania namiotów. Można oczywiście zastosować podejście „zwiadowcy”, czyli rozbijać się po zmroku i zwijać namiot skoro świt, ale mnie osobiście kosztowało to mandat ładnych 30 lat temu i  od tego momentu nie próbowałem tych praktyk.
Mimo to w wielu miejscowościach z otoczenia Jeziora Solińskiego oraz pod połoninami znajduje się kilka pól namiotowych/campingów. Szczegóły na załączonej mapie:

mapa

Przed wyjazdem warto przeanalizować możliwości noclegowe w okresie planowanego wyjazdu. Oczywiście możecie to zrobić również na naszej stronie, do czego gorąco zachęcamy.

 biesz2

 Osobliwości
Kolejny subiektywny akapit. Trudno jest jednoznacznie zdefiniować co ciekawego można znaleźć w Bieszczadach. Wszyscy mamy różne upodobania i oczekujemy różnych wrażeń z pobytu w takim miejscu jak Bieszczady. Dla jednych najistotniejszym jest cisza i spokój. Innych pociąga historia regionu i odkrywanie nieznanych miejsc, ruin cerkwi itp. Część turystów skupia się na pobycie w Solinie i Polańczyku spędzając czas na spacerach solińską tamą, kąpielą w Jeziorze Solińskim i pływaniem rowerkami wodnymi. Jeszcze inni koncentrują się tylko i wyłącznie na aspekcie górskim, dla których Bieszczady to codzienne wyjście w góry. Nie ma jednoznacznej odpowiedzi co lepsze. Osobiście zaznałem każdej z tych form rekreacji i żadnej nie żałuję.
Świadomie nie piszę w tym miejscu o bieszczadzkich cerkwiach, kirkucie w Lesku, penetrowaniu Bieszczad rowerem, czy też o połoninach, gdyż zagadnieniom tym poświęcone będą osobne posty. Jednak co do ciekawych miejsc, oprócz wyżej wymienionych, to jest ich kilka:

Zapora wodna na Solinie i Jezioro Solińskie
Dla jednych zapora jest przykładem gwałtu na krajobrazie, dla innych wspaniałą budowlą będącą przykładem właściwej ochrony przeciwpowodziowej, dla jeszcze innych miejscem kultowym, do którego się zajeżdża przy każdym pobycie w Bieszczadach. Dla mnie zapora solińska jest każdym z tych elementów po trochu. Nie mam negatywnym wspomnień w zakresie jej budowy, gdyż kiedy po raz pierwszy pojawiłem się na niej ona już tam była wraz z rozlewającym się jeziorem. W tej chwili bardzo lubię przejść się zaporą, szczególnie o zachodzie słońca, popodziwiać roztaczające się z niej widoki, rzucić kawałek chleba podpływającym do zapory karpiom, kleniom i innym rybom.

34
Zapora w Solinie.
35
Nad Jeziorem Solińskim.

Nawiązując jednak troszkę to historii powstania zapory i spiętrzenia wody na Sanie trzeba powiedzieć, że nie było w tej kwestii tak różowo, a budowa zapory budziła wiele kontrowersji, chociaż plany spiętrzenia wody na Sanie znane były już od lat 20-tych XX w. Warto w tym miejscu podkreślić, że tama na Jeziorze Solińskim nie była pierwsza. Spiętrzenie wody na Sanie było dwuetapowe. W pierwszej kolejności wybudowano zaporę w Myczkowcach, a w drugim etapie dopiero zaporę w Solinie. Prace rozpoczęto w roku 1960. Wiązało się to m.in. z koniecznością wysiedlenia ok. 3 000 mieszkańców Soliny, Teleśnicy Sanna, Horodka, Sokola, Chrewtu i dużej części Wołkowyi wraz z koniecznością przeniesienia zwłok z planowanych do zalania cmentarzy. Jak się okazało nie zrobiono tego zbyt solidnie i na początku lat 90-tych przy brzegach zalewu zaczęły pojawiać się pływające drewniane krzyże, deski, trumny, a nawet ludzkie kości.
Budowa zapory trwała 8 lat i  z wielką pompą w dniu 20.07.1968 r. oddano ją do eksploatacji.
Tym samym utworzono jezioro o powierzchni 22 km2,  głębokości sięgającej nawet 63 m i bardzo skomplikowanej linii brzegowej o łącznej długości 150 km. Wysokość samej zapory wynosi 82 m, a jej długość to 664 m. Do jej budowy zużyto ok.  820 tys. metrów sześciennych betonu. Elektrownia w Solinie w chwili powstania była jednym z najnowocześniejszych obiektów tego typu na świecie.

Bieszczadzka kolejka wąskotorowa
Niewątpliwie jest to jedna z większych atrakcji Bieszczad, szczególnie dla młodszego pokolenia turystów. Dla  mnie osobiście jest trochę nudno i czas jazdy trochę się ciągnie. Jednak trzeba oddać hołd osobom zarządzającym kolejką, gdyż jest to jedyna zachowana kolejka leśna, przy pomocy której zwożono urobek leśny jeszcze kilkadziesiąt lat temu na terenie całych polskich Beskidów Wschodnich.

36
Fragment zdewastowanej kolejki leśnej (Osmołoda, Gorgany).

Miałem okazję widzieć pozostałości wałów na których położone były kiedyś tory takiej kolejki, czy też samych torów na Ukrainie i  naprawdę nie mamy się czego wstydzić. Nasza Bieszczadzka Kolejka Leśna nie jest co prawda tak popularna jak rumuńska Mocanita w Marmaroszach, ale na pewno warto zajrzeć do Majdanu i przejechać się nią.
Szczegóły dotyczące rozkładów jazdy, historii kolejki oraz inne informacje z nią związana znajdziecie na stronie Bieszczadzkiej Kolejki Leśnej.

Browar w Uhercach Mineralnych
Jest to niechybnie atrakcja dla amatorów naprawdę dobrego, rzemieślniczego piwa. Kiedy jestem w Bieszczadach nie mogę oprzeć się pokusie wstąpienia do położonego w Uhercach Mineralnych browaru Ursa Maior i zakupienia własnoręcznie skomponowanego sześcioraka wspaniałego piwa.
Browar oferuje w stałej sprzedaży ponad 30 gatunków piwa, których można spróbować również na miejscu. Nie sposób nie trafić do browaru, gdyż leży on przy samej drodze relacji Lesko – Ustrzyki Dolne.
Szczegóły dotyczące historii browaru, rodzaju oferowanych piw oraz innych inicjatyw dostępne są na stronie internetowej tego specyficznego browaru.

Zamek w Krasiczynie
Ktoś może powiedzieć „A jakie to Bieszczady? Przecież to prawie Przemyśl.”. Faktycznie jest w tym sporo racji, jednak będąc w Bieszczadach warto zajrzeć do tego przepięknego zamku chociażby w ramach odpoczynku od forsownych marszów przez połoniny albo w sytuacji niesprzyjającej do górskiej wędrówki pogody. Dojazd do zamku chociażby z Soliny nie zajmuje więcej niż 1,5 godziny a trasa liczy ok. 80 km.

37

38

Warto w tym miejscu wspomnieć nieco o historii zamku. Jego początek wiązany jest z osobą Stanisława Krasickiego, kasztelana przemyskiego, który rozpoczął w XVI w. przebudową warownej siedziby na zamek o charakterze reprezentacyjnym, a jego dzieło kontynuował syn Marcin Krasicki i to on nadał mu charakterystyczny obecnie wygląd. Zamek mimo wielu zawirowań nie zmienił się w zasadzie od wieków. Został zbudowany w formie czworoboku z charakterystycznymi czterema basztami (każdą inną): Boską, Papieską, Królewską i Szlachecką (Rycerską).
Zamek był istną perełką i ściągał przez wieki wielu znamienitych gości takich jak chociażby królowie Zygmunt III Waza, Władysław IV, Jan Kazimierz i August II.

39

Kiedy zabrakło Krasickich dobra krasiczyńskie, w tym zamek przechodziły z rak do rąk, aż trafiły w posiadanie rodu Sapiehów, którzy byli ich właścicielami aż do roku 1944. Po zakończeniu II Wojny Światowej w zamku mieściły się kolejno Technikum Leśne, ośrodek FSO Warszawa, a następnie Agencja Rozwoju Przemysłu SA. Obecnie zamek ma charakter dobra kultury z ekspozycją muzealną, a także pełni rolę placówki gastronomiczno-hotelarskiej.

40

Więcej oczywiście na stronie internetowej Zamku w Krasiczynie.

Mam nadzieję, że ten wstęp do serii postów o Bieszczadach nie zanudził Was i przeczytaliście go w całości. Będzie nam miło, jeśli przyczyni się on do odwiedzenia naszych kolejnych bieszczadzkich wpisów lub/i odwiedzenia choćby jednego z opisywanych przez nas miejsc.

Kolejny post poświęcony będzie w większym stopniu historii, ale historii której można dotknąć osobiście. Nie będzie zrzędzenia o rozwoju Bieszczad na przestrzeni wieków, bitwach, czy wojnach lecz pokażemy historię ludzi, którzy tu kiedyś mieszkali przez pryzmat tego co z nich pozostało.

Już dziś zapraszam do lektury.

zdju0119cie-kou0144cowe

 

Dodaj komentarz