Dzień 14 Wyprawy do Chorwacji- trasa: Savudrija – Funtana

No comments

 

Dystans: 46,89 km

No i stało się. Rzecz wręcz niemożliwa, a jednak.

Poranek pierwszego noclegu nad Adriatykiem przywitał nas potężną burzą. Tak więc pakowanie,  zwijanie namiotu i śniadanie w tempie ekspresowym i … 1,5 godzinny pobyt w toalecie na przeczekanie nawałnicy.

Obozowisko przed zwinięciem na campingu w Savudriji.
Leje. Pierwsza burza w Chorwacji.
Miły, 1,5 godzinny pobyt w toalecie.

W końcu po tym czasie zaczęło się rozwidniać, rozliczamy się za nocleg i ruszamy na trasę.

Jechało nam się całkiem nieźle, bo mimo dużej ilości wody na ulicy generalnie było bardzo ciepło.

Niestety po 6 km jazdy znowu deszcz i zjazd na kawę na przydrożną stację benzynową. Za nami godzina postoju. Na szczęście zaczęło wychodzić słońce i chociaż nadal kropiło padła komenda – jedziemy dalej. 10 km i znowu postój, bo znowu leje. Tym razem lądujemy na herbacie w restauracji gdzieś za Umagiem.

Przeczekanie deszczu w restauracji w Karigadorze.
Przeczekanie deszczu w restauracji w Karigadorze.

Po kolejnej godzinie przejaśniło się na tyle, że jedziemy znowu. W końcu złapaliśmy rytm i mimo ciągłej jazdy „góra – dół” dotarliśmy szczęśliwie do największej atrakcji tego dnia czyli Poreca.

Porec okazał się przepięknym miasteczkiem z bardzo ciekawą starówką, obfitującą w mury obronne nieco podobne do murów w Kotorze czy Dubrowniku (zdecydowanie mniejsza skala i ilość samych murów) oraz kilka dość starych kościołów, a także szereg zabytkowych kamieniczek.

Widok na Stare Miasto w Porecu.
Szykujemy się na wejście do Starego Miasta.
Na promenadzie wokół Poreca.
Fragment murów obronnych w Porecu.
Na promenadzie wokół Poreca.
Na promenadzie wokół Poreca.

W Porecu postanowiliśmy zjeść obiad w restauracji, jeden z nielicznych na wyjeździe.

Chwilę rozglądaliśmy się za knajpą, których, jak w każdym chorwackim miasteczku pełno na starówkach miast i  ani się spostrzegliśmy jak molestował nas naganiacz z jednego z takich lokali i już siedzieliśmy za stolikiem. Wpadliśmy na całego. Na szczęście jedzenie było pyszne i nie żałowaliśmy ani jednej kuny wydanej na żarcie.

Na poreckiej starówce. Tłumy ludzi i my z objuczonymi rowerami.
Na poreckiej starówce. Tłumy ludzi i my z objuczonymi rowerami.
Na poreckiej starówce. Tłumy ludzi i my z objuczonymi rowerami.

Tak naładowani kaloriami ruszyliśmy w kierunku Funtany w poszukiwaniu campingu.

Po kilku kilometrach udało nam się znaleźć nawet dwa, tańszy i droższy. Oczywiście w pierwszej kolejności uderzyliśmy na ten tańszy, ale jak się można było spodziewać nie było na nim wolnych miejsc, więc parafrazując Jana Himilsbacha z filmu „Rejs” skoro tańszy jest zajęty wchodzimy na pierwszy wolny. No i tak się stało, nie było wyboru. Na szczęście standard campingu, w tym bardzo ładna plaża  okazał się godny ceny. Skutek – po przepierce i rozbiciu namiotu – pierwsza (u  niektórych druga) kąpiel w Adriatyku.

Plaża przy campingu w Funtanie.
Nasze obozowisko na campingu w Funtanie.
Mała ekstrawagancja. Prysznice dla psów.

Jeszcze tylko kolacja, piwko wypite w toalecie w trakcie ładowania telefonów i spanko – trzeba ładować akumulatory na trasę do Puli.

Nasza trasa:
Chorwacja14

Dodaj komentarz