BAŁKANY,  BAŁKANY 2022,  BOŚNIA I HERCEGOWINA,  CHORWACJA,  OKOŁOROWEROWO,  REGIONY,  SPORT I PODRÓŻE,  WYPRAWY

Kierunek Adriatyk – Dzień IX wyprawy.

Śpiew ptaków wyrwał mnie ze snu ok. 6:30. Zacząłem się krzątać. Toaleta, powolne zwijanie majdanu, pakowanie, przygotowywanie śniadania.

Koledzy pomału również zaczęli wykazywać ruch w namiotach.

Ani się obejrzałem jak siedziałem na kawce w restauracji naszego hotelu, spakowany i gotowy do drogi. Za chwilę siedzieliśmy już we trzech, a poranna, sielska atmosfera nie zachęcała do opuszczenia tego przytulnego miejsca.

Jednak cóż było robić. Kawa wypita, pożegnanie z obsługą hotelu uczynione, pora więc ruszać.

Jeszcze tylko mała dygresja na temat hotelu. Hotel “Stanica” w Ravno jest obiektem 4-ro gwiazdkowym, przynajmniej tyle gwiazdek jest umieszczone nad wejściem. Jest też dosyć drogi. Jednak przy wejściu widnieje tabliczka “obiekt przyjazny rowerzystom”. Rozbicie namiotu na przyhotelowym trawniku i możliwość korzystania z łazienki były tego wyrazem. Gorąco polecamy to miejsce pod kątem noclegowym wszystkim jadącym Ćiro, tym bardziej, że na 160-cio kilometrowym odcinku jazdy nie ma ich zbyt wiele, szczególnie w połowie szlaku kiedy zaczynamy się rozglądać za noclegiem.

Czas jednak wrócić do rzeczywistości. Mimo, że trasa na profilu prowadzi po równym i z góry robimy krótki, acz soczysty podjazd, taki na przepalenie kwasu mlekowego w mięśniach. Nie powiem żeby było lekko, szczególnie po wczorajszym trialu, ale jakoś daliśmy radę.

Kiedy wydawało się, że teraz nie pozostaje nic innego jak lekko z góry zjechać w kierunku Jaskini Vjetrenica Wojtek po raz kolejny łapie kapcia. Znowu przymusowy postój w lekko zacienionym miejscu, których jak na lekarstwo. Kilkanaście minut i jedziemy dalej (Wojtek ma już dużą wprawę w wymianie dętek, wszak to nie pierwsza na trasie).

Dalsza droga wiedzie po płaskim wzdłuż bardzo szerokiej doliny. Co róż mijamy wymarłe wioski i opuszczone stacje kolejowe. Z tablic informacyjnych przy nich ustawionych wynika, że była to linia kolejowa dość mocno tętniąca życiem. Aż trudno uwierzyć co się tutaj wydarzyło. Czy wymarłe wioski są efektem likwidacji linii kolejowej, czy odwrotnie. Może działania wojenne całkowicie zlikwidowały życie w tym rejonie. Chociaż ciekawostką jest to, iż mimo braku widocznych śladów funkcjonowania ludzi skądś wychodzą na drogę krowy. Raczej nie są dzikie.

W takiej scenerii dojechaliśmy po kilku godzinach do Ivanicy i granicy chorwackiej na dobre opuszczając gościnna Bośnię i Hercegowinę. Krótka odprawa na granicy i na dobre mkniemy w dół w kierunku Dubrownika.

Skupiając się na zjeździe nie zauważyliśmy faktu zniknięcia Mariusza. Czekamy więc na niego tuż przed wjazdem do Dubrovnika. W końcu nadjeżdża dość zdeprymowany. Diagnoza – kapeć. Nie wiem, który to już z kolei. Dopompowujemy koło, żeby tylko dojechać do Dubrownika i  ruszamy dalej.

Zakładamy bazę tuż za murami starego miasta, w porcie między Velkim Mulem, a Malim Mulem i pojedynczo wyruszamy na zwiedzanie starówki, a Mariusz na poszukiwanie sklepu rowerowego (trzeba odbudować zapas dętek rowerowych).

Co do Dubrownika. Nie będę się tutaj wywewnętrzniał na temat historii miasta, głównych zabytków i innych atrakcji, gdyż od tego są dedykowane przewodniki turystyczne. Można jedynie powiedzieć, że jest to na pewno piękne miasto, perła Adriatyku. To zarazem jego główny atut jak i przekleństwo. Przyjeżdżając do Dubrownika musimy się niestety liczyć z ogromem ludzi oraz mega wygórowanymi cenami, od których odechciewa się zwiedzania. Gdyby nie poszukiwania sklepu rowerowego przez Mariusza nie wiem czy zabawili byśmy tam dłużej niż 15 minut, a tak spędziliśmy na nasiadówce kilka godzin, na szczęście w cieniu. W efekcie naszła mnie konkluzja, że chyba już tam nie wrócę. 

Byłem naprawdę szczęśliwy kiedy w końcu opuściliśmy mury starego miasta i wyruszyliśmy do końcowego etapu jazdy w tym dniu.

Wyjeżdżając z Dubrownika wybraliśmy dość ciekawy wariant drogi, a mianowicie szlak rowerowy “Nationalna Ruta 1” pozbawiony całkowicie ruchu samochodowego. Małym problemem na koniec było jedynie przenoszenie rowerów przez barierę drogową. A wystarczyło zostawić ok. 0,5 metra wolnej przestrzeni dla przejścia z rowerem. Niestety zabrakło w tym miejscu trochę wyobraźni miejscowym służbom drogowym.

Dlatego też, jak zobaczycie na zamieszczonej poniżej mapce nasza trasa poprowadzona jest inną drogą, gdyż nie da rady jej wyznaczyć wspomnianą drogą rowerową. Jednak przejazd nią jest jak najbardziej możliwy i polecany przez nas.

Dokładny odcinek “Nationalna Ruta 1” poniżej

Po wkroczeniu na “Jadrankę” śmigamy w kierunku miasteczka Cavtat. Godzinka jazdy i jesteśmy na miejscu, w pensjonacie, w którym wcześniej zrobiliśmy rezerwację noclegu.

Na szczęście po trudach jazdy mieliśmy jeszcze na tyle sił, żeby wybrać się na drobne zakupy i wycieczkę po miasteczku.

Cavtat nas zachwycił. Małe, ale na swój sposób atrakcyjne miasteczko, z niewielką starówką i dwiema przystaniami jachtowymi, a także ciekawym “boiskiem” do piłki wodnej, w którym Mariusz i Wojtek postanowili zażyć kąpieli.

Dobrze nam tu było.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *