
Maroko Tour -Dzień 17
Sam dzień jazdy upłynął Nam stosunkowo szybko. Pierwsza połowa trasy wiodła pagórkowatym terenem, druga dość mocno po płaskim. W połowie trasy do Fezu złapało Nas krótkie urwanie chmury, które przeczekaliśmy na przydrożnej stacji benzynowej.


Po przejechaniu 60 km i zajechaniu do Fezu dość szybko znaleźliśmy Medinę, w której miał znajdować się Nasz hotel i tu zaczęła się cała Nasza przygoda z Fezem. Przeciskanie się między ludźmi z rowerami było dość uciążliwe tym bardziej, że mapa nie chciała współpracować. Po zajściu w uliczkę na końcu której jak Nam powiedziano były schody przyhaczył Nas lokalny „przewodnik”. Jak się później okazało niejedyny w Medinie.
Po zajściu do jednego pensjonatu, odbiciu się od drzwi z powodu braku możliwości wprowadzenia rowerów, zostaliśmy zaprowadzeni przez przewodnika do innego pensjonatu, gdzie już udało Nam się zostać. Przewodnik ten kosztował Nas 40 dirhamów.


Po powitalnej herbacie (która okazało się, że nie była jak zawsze darmowa lub też powinna być ale Pani, która przygotowywała Nam herbatę prosząc o zapłatę użyła dość skutecznego argumentu- że jutro robi Nam śniadanie) poszliśmy zwiedzać miasto.
Początek zwiedzania był dość przyjemny, zjedliśmy lunch, obejrzeliśmy piękne bramy Mediny, kupiliśmy kilka pamiątek, w tym bardzo mocno negocjowanego rzeźbionego wielbłąda na którego się uparłam. Zjedliśmy też polecane przez innych turystów opuncje figowe. Następnie zapadła decyzja o odwiedzeniu miejscowej garbarni, która podobno od czasu średniowiecza pozostała niezmieniona.



W drodze padł Nam GPS, ustawiliśmy zatem trasę na mapach Google ale w międzyczasie przechwycił Nas inny miejscowy przewodnik za którym niestety poszliśmy. Doprowadził on Nas co prawda na taras garbarni ale wyjątkowo kaprawymi uliczkami, a kiedy przyszło do zapłaty, która miała wynosić „ile uważamy” doszło do pyskówki, że tyle co daliśmy przewodnikowi do hotelu to nic.


Niestety stamtąd trzeba było się wydostać. Zawędrowaliśmy za parką Niemców w kilka ślepych uliczek i wtedy napatoczyli się kolejni przewodnicy. W tym momencie byłam już absolutnie przeciwna chodzeniu za kolejnym specjalistą i płaceniu kolejnych pieniędzy, jednak starszyzna zadecydowała, że idziemy za miejscowymi. W międzyczasie kanalie próbowały Nas oszukać, mówiąc że za rogiem jest główna ulica a tak oczywiście nie było. Niestety daliśmy się wkręcić w pewnego rodzaju błędne koło, gdzie jedni przewodnicy nakręcali biznes innym nie doprowadzając do końca trasy. Po nauczce przy wyjściu z garbarni, gdzie mieliśmy tylko iść w prawo, lewo i miała być główna ulica wiedzieliśmy że nie ma żadnego płacenia dopóki nie będziemy u celu. Kiedy poinformowaliśmy o tym przewodników zaczęła się kolejna pyskówka i negocjacja ceny, w przypadku której niewiele mieliśmy argumentów bo zawsze mogli Nas zostawić albo poprowadzić źle. Pod dojściu do głównej ulicy okazało się że ustalona stawka to za mało i mamy zapłacić 2x tyle czyli 200 dirhamów na co już absolutnie się nie zgodziliśmy i co wywołało jeszcze większą pyskówkę.

To jest w sumie nauczka dla wszystkich. Jeżeli będziecie kiedykolwiek w Fezie, nie idźcie za ludźmi, którzy mówią, że pokażą Wam drogę za darmo albo też od razu ustalcie stawkę i nie płaćcie dopóki nie będziecie u celu. Taka pomoc może się okazać konieczna bo jak się dowiedzieliśmy Medina ma kilkaset uliczek i dla ludzi spoza Fezu jest to bardzo skomplikowany labirynt, jednak sugeruję z tej pomocy skorzystać z rozwagą i tylko w ostateczności.
Moje zdanie o Fezie po tym jednym dniu nie jest za pozytywne. Mam wrażenie, że większość mieszkańców próbuje wyszarpywać jak najwięcej dla siebie nie zawsze postępując fair. W porównaniu z mniejszymi miasteczkami czy też wnioskami widać że ludzie w dużych miastach są zdecydowanie mniej nastawieni na pomoc.
Jutro przed Nami około 50km i niepewny nocleg w Karia Ba Mohamed (mimo, że na mapie jest wiele restauracji, szpital, banki itp. nie ma informacji o absolutnie żadnym hotelu, a niestety musimy tam poszukać noclegu).
Trasa dnia:

