MAŁOPOLSKA,  POLSKA,  REGIONY,  ŚLĄSK,  SPORT I PODRÓŻE,  WARTO ZOBACZYĆ

Szlakiem Orlich Gniazd

Ostatnie dni października tego roku przez wielu będą zapamiętane jako jedne z cieplejszych i bardziej słonecznych w kilku ostatnich latach.

Aż żal byłoby nie wykorzystać ich do dłuższych lub krótszych wycieczek.

Ostatnie dni października tego roku przez wielu będą zapamiętane jako jedne z cieplejszych i bardziej słonecznych w kilku ostatnich latach.

Nie inaczej stało się w naszym przypadku. Postanowiliśmy w związku z tym odwiedzić Jurę Krakowsko – Częstochowską, do czego przymierzaliśmy się od dawna, ale zawsze było jakoś nie po drodze, pojawiały się propozycje innych mniej czy bardziej atrakcyjnych wyjazdów, ale w końcu się udało.

Od razu po rozpoczęciu wycieczki, odwiedzeniu pierwszych kilku miejsc nasunęło się pytanie: Dlaczego tak późno się do tego zabraliśmy? Przecież tutaj jest tak pięknie!!!!

Naprawdę nie jest to żadne hasło reklamowe. Jura Krakowsko – Częstochowska urzeka.

Na tym niezbyt dużym obszarze między Częstochową, Kielcami i Krakowem znajduje się szereg atrakcji turystycznych, głównie związanych z położonymi tutaj zamkami, górami z wapiennymi skałami niczym w Dolomitach, czy występującymi dość obficie jaskiniami.

Jako, że za jaskiniami jakoś nie przepadamy odpuściliśmy ich zwiedzanie, za to zaliczyliśmy 11 zamków i kilka przejść pieszych jak chociażby wejście na Górę Zborów, czy Gród Birów.

Ten wyjazd potraktowaliśmy jako rekonesans, który potwierdził że na pewno tam wrócimy. Tym razem przelecieliśmy przez Jurę samochodem, więc trochę na „leniwca”, chociaż chodzenia nie brakowało. Ta forma wyjazdu pozwoliła nam na zobaczenie naprawdę wielu rzeczy i dała impuls również do rowerowej eksploracji krainy Orlich Gniazd, może już na wiosnę przyszłego roku.

Przechodząc do kilku informacji praktycznych należy stwierdzić, iż niewątpliwym atutem wyjazdu było miejsce noclegu. Nie chodzi tu o konkretny pensjonat, który tak na marginesie był bardzo fajny (zainteresowanych proszę o kontakt indywidualny), a o samą miejscowość, którą było Podzamcze, położone centralnie na Jurze Krakowsko – Częstochowskiej.

Pozwoliło to nam na organizację codziennie innej wycieczki w formie pętli, gdzie przejechany dystans oscylował w okolicach 100 – 120 km.

Dzięki temu nasz rozkład zwiedzania w poszczególne dni wyglądał następująco:

Dzień 1: Góra Zborów, Zamek Mirów, Zamek Bobolice, Zamek Olsztyn, Zamek Ogrodzieniec,

Dzień 2: Zamek Pieskowa Skała, Zamek Ojców + Dolina Prądnika, Zamek Korzkiew, Gród Birów,

Dzień 3: Zamek Pilcz w Smoleniu, Zamek Rabsztyn, Pustynia Błędowska i ponownie Zamek Ogrodzieniec z okalającym je Skalnym Miastem,

Dzień 4: Zamek Siewierz i Zamek Będzin.

Niewątpliwie każdy z tych dni był bardzo ciekawy, jednak zdecydowanie nasze serca skradły atrakcje dnia pierwszego i Dolina Prądnika odwiedzona w dniu następnym.

Oczywiście jest to bardzo subiektywny osąd, jednak sama wapienna Góra Zborów przywodzi na myśl wizytę w Dolomitach, a przestrzenie otaczające zamki w Mirowie czy Bobolicach pozwalają na niczym nieskrępowane nasycanie się widokami.

Zgoła inaczej jest z Doliną Prądnika. Swoisty mikroklimat tam panujący, feeria barw towarzysząca na każdym kroku, będąca efektem żółknięcia czy czerwienienia liści powala i nie psuje tego nawet najdroższy parking za jaki zapłaciliśmy na tym wyjeździe.

Jak jest na Jurze Krakowsko Częstochowskiej musicie zobaczyć sami, jednak zanim tam pojedziecie przeczytajcie do końca tego posta i obejrzyjcie załączone do niego zdjęcia.

Góra Zborów koło Podlesic.

Bardzo ciekawe miejsce widokowe (podobno ze szczytu widać kilka zamków, w tym Mirów i Bobolice) obfitujące w wapienne ostańce skalne. Bardzo popularne miejsce wspinaczkowe. W zboczach góry znajduje się wejście do Jaskini Głębokiej, udostępnionej do zwiedzania.

Wokół i przez górę prowadzi ok. 2 km szlak turystyczny, bardzo wygodny do przejścia, bez trudności technicznych.

Zamek Mirów

Naszym zdaniem jeden z najpiękniejszych, a zarazem najstarszych zamków Jury, mimo że obecnie jest w remoncie, o czym świadczą prowadzone na nim prace.Jak większość zamków został wybudowany, przynajmniej pierwsza strażnica będąca jego zalążkiem, za czasów Kazimierza Wielkiego. W ciągu wieków zamek bardzo się zmieniał, aż w wyniku wielu wojen popadł w ruinę. W tej chwili zamek jest w remoncie. Spod zamku prowadzi wygodna ścieżka między skałami, którą można dojść do zamku w Bobolicach.

Zamek Bobolice

Tak jak zamek w Mirowie jest jednym z symboli Szlaku Orlich Gniazd. Posiada podobną historię, gdyż jego początki sięgają czasów Kazimierza Wielkiego. Zamek przez wieki przechodził w różne ręce, był też siedzibą rycerza – rabusia Andrzeja z Barlabasz i  tak jak zamek w Mirowie z czasem popadł w ruinę. Podobno w jego piwnicach w XIX wieku znaleziono wielki skarb.

Zamek obecnie jest odnowiony przez Państwa Laseckich, będących również właścicielami zamku w Mirowie. Zamek jest udostępniony do zwiedzania. Bilet wstępu kosztuje 15 zł. Wejścia są co 0,5 godziny.

Zamek Olsztyn

Kolejny zamek kazimierzowski, chociaż niektórzy twierdzą, że wcześniej w miejscu zamku funkcjonowała warownia wzniesiona przez biskupa Jana Muskatę. Pierwsza wzmianka o zamku pochodzi z 1349, kiedy to wspomniano jej pierwszego dzierżawcę Zdziś­ko bur­gra­bię de Ol­sten. Oprócz warowni zamek był też więzieniem dla szlachty. Przez stulecia funkcjonował on jako warownia, był oblegany i zajmowany przez różne osobistości. Jego upadek zaczął się pod koniec XVII w., a w XIX w. był już częściowo rozebrany i opuszczony. Obecnie na zamku trwają prace rekonstrukcyjne. Wejście na teren zamku jest płatne.

Zamek Ogrodzieniec.

Wizytówka Szlaku Orlich Gniazd. Trwała ruina, jednak dobrze zabezpieczona i przystosowana do zwiedzania. Historia powstania i koleje losu w zasadzie bliźniacze do poprzedników, chociaż historia umocnienia tego miejsca sięga czasów Bolesława Krzywoustego.

Zamek na swoim znaczeniu, jako warowni, zaczął tracić w przeciągu wieków, aż popadł w ruinę w XIX wieku i w zasadzie jego widok od pod 100 lat pozostaje niezmienny. Ma jednak “Ogrodzieniec” swój klimat i razem z otaczającymi go wapiennymi skałami tworzy niesamowite miejsce.

Zwiedzanie zamku jest płatne.

Zamek Pieskowa Skała

Jeden z lepiej zachowanych zamków na naszej trasie zwiedzania. Dzięki położonej w pobliżu charakterystycznej Maczudze Herkulesa, łatwy do odróżnienia spośród pozostałych zamków Szlaku Orlich Gniazd. Został on założony, a jakże, prawdopodobnie przez Kazimierza Wielkiego, chociaż prace archeologiczne prowadzone w pobliżu wskazują na istnienie w tym miejscu starszej budowli. Przez wiele lat był to waż­ny punkt o­chro­ny szla­ku han­dlo­we­go pro­wa­dzą­ce­go z Kra­ko­wa na Śląsk i da­lej do Nie­miec. Bardzo długo był w posiadaniu rodu Szafrańców, jednak w późniejszych latach właściciele dość często się zmieniali. Przed wybuchem II Wojny Światowej w zamku mieścił się luksusowy pensjonat. Szczęśliwie zamek przetrwał pożogę wojenną. Obecnie udostępniony jest do zwiedzania, które w piątki jest za darmo.

Zamek Ojców i Dolina Prądnika.

Po przyjeździe do Ojcowa czeka nas niemiła niespodzianka – najdroższy parking na trasie, 20 zł za cały dzień. Cóż, chcemy zwiedzać to trzeba płacić. Jednak po dłuższym pobycie w tym miejscu dochodzimy do wniosku, że nie są to pieniądze stracone. Zaraz przy parkingu pojawia się alejka prowadząca na wzgórze zamkowe i Zamek Ojców, a w zasadzie to co z niego zostało – wieżę bramną i stołp.

Nie będziemy tu opisywać historii zamku, która jest bardzo podobna do wcześniejszych. Zamek ten różni się od nich tym, że za wyjątkiem wspomnianych dwóch budowli niewiele z niego zostało. Jednak sam pobyt w nim i widoki jakie rozciągają się ze wzgórza w Dolinę Prądnika czynią to miejsce magicznym. Gorąco polecamy wejście na zamek, mimo opłaty – 4 zł.

Schodząc ze wzgórza zamkowego nie sposób zatrzymać się choć na trochę w Dolinie Prądnika i wybrać przynajmniej na kilkukilometrowy spacer po Ojcowie bogatym w charakterystyczną, przedwojenną zabudowę pensjonatową. Naprawdę jest tutaj bardzo przyjemnie, a widoczki rozciągające się z samej doliny, czy też z otaczających ją punktów widokowych zachwycają.

Zamek Korzkiew

Jeden z mniejszych zamków na trasie. Dość kameralny, zadbany. W chwili obecnej mieści się w nim hotel z restauracją i w momentach odbywania się tutaj różnych uroczystości jak np. śluby nie można go zwiedzać. Nam udało się mimo tego zajrzeć na chwilę do środka i pstryknąć kilka fotek.

W odróżnieniu od wcześniej opisywanych zamków budowa zamku w Korzkwi była zasługą rodu Zaklików herbu Syrokomla. Powstanie zamku datuje się po roku 1352, a za jego fundatora uchodzi sędzia krakowski Jan de Syrokomlya. Pod koniec XV wieku zamek przestał służyć rodzinie Syrokomlów/Korzkiewskich i przechodził przez wieki z rąk do rąk coraz bardziej popadając w ruinę, aż do roku 1997, kiedy to przeszedł w ręce prywatne i został gruntownie odbudowany i odrestaurowany.

Gród Birów.

Gdyby nie fakt, że w pobliżu naszego pensjonatu w Podzamczu pod Ogrodzieńcem znajdowały się drogowskazy kierujące do grodu chyba nie wiedzielibyśmy, że taka budowla w ogóle istnieje.

Może nie ma ona zbyt wielkiego rozmachu i sprawia trochę ubogie wrażenie, jednak warto się wybrać w to miejsce i popodziwiać rozciągające się z grodu widoki chociażby na Zamek Ogrodzieniec.

Sam gród stanowi przykład obronnego grodziszcza z czasów pierwszych Piastów. Ostatni ufortyfikowany gród zbudowano na Birowie w XIII wieku. Niewiele później został on spalony, prawdopodobnie przez Władysława Łokietka.

Wejście na gród jest płatne – 5 zł.

Zamek Pilcza

Trwale zabezpieczona ruina zamku w Smoleniu niedaleko Pilicy. Za powstanie zamku możemy podziękować rodowi Toporczyków.

Sam zamek powstał w miejscu spalonego, przez Władysława Łokietka, grodziska drewnianego. Władanie zamkiem przez Toporczyków kończy się dość szybko i przechodzi on w ręce rodu Leliwa. Ród Leliwa rządził tymi ziemiami przez kolejne 1,5 wieku. Następnie zamek przechodził tradycyjnie z rąk do rąk, popadł w częściową ruinę, która sukcesywnie postępowała, aż do roku 2013, kiedy to rozpoczęto jego odbudowę i renowację tego co pozostało.

Mimo płatnego wejścia na zamek warto się na niego wybrać, chociażby dla widoków jakie się roztaczają ze wzgórza zamkowego.

Zamek Rabsztyn.

Wspaniała budowla, niestety obecnie w trakcie gruntownego remontu co uniemożliwia jego zwiedzanie. Jednak podziwianie zamku z dalszej odległości daje także wiele satysfakcji. 

Historia zamku jest tradycyjna. Ufundowany przez Kazimierza Wielkiego pozostawał przez długie lata we władaniu Spytka z Melsztyna i jego potomków. Zamek jak to bywało przechodził w posiadanie kolejnych rodów, był rozbudowywany jak chociażby przez Zygmunta Gonzagę Myszkowskiego – Marszałka Wielkiego Koronnego, jednak przez wieki popada w ruinę, którą jest do obecnej chwili.

Pustynia Błędowska.

Może ta pozycja tutaj trochę nie pasuje. Jednak z Pustynią Błędowską jest jak z papieżem, o którym mówi powiedzenie “Być w Rzymie i papieża nie widzieć …’, tak samo “Być na Jurze i Pustyni Błędowskiej nie widzieć …”.

Otóż trzeba ją zaliczyć koniecznie, tym bardziej że powoli chyba zarasta i nie wiadomo jak długo pozostanie w obecnym kształcie. 

Pustynię można podziwiać na kilka sposobów, ze wzgórza Czubatka, na które można dostać się z miejscowości Klucze lub jadąc z Kluczy w kierunku Sławkowa i skręcając w prawo w kierunku oznaczonego miejsca widokowego.

My zaliczyliśmy oba miejsce, dzięki czemu mieliśmy możliwość podziwiania zarówno rozległości pustyni jak i dotknąć charakterystycznego, prawie morskiego piasku.

Zamek Siewierz.

Jeden z mniejszych obiektów na naszej trasie, również pozostający w remoncie. Można go jedynie w kilka minut obejść dookoła. Nie jest to zamek obronny w kształcie jak pozostałe zamki Jury. W odróżnieniu od nich miał on charakter rezydencji i był przez wiele lat siedziba książąt – biskupów.

Zamek Będzin.

Ktoś mógłby powiedzieć “A to w Będzinie jest zamek?”. Samo miasto bardziej kojarzy się z jego przemysłowym charakterem, a jednak jest w nim perełka, którą postanowiliśmy zostawić sobie na koniec.

Inicjatorem budowy murowanego zamku w Będzinie był oczywiście Kazimierz Wielki (miał chłop polot). Zamek miał stanowić strażnicę obronną na zachodnich rubieżach ówczesnego Państwa Polskiego. Przez jakiś czas, tak jak w przypadku Zamku Pieskowa Skała, właścicielem Zamku w Będzinie był ród Szafrańców, chociaż na stałe nigdy tu nie mieszkali, a zamek był wydzierżawiany różnym osobom. W czasie Potopu Szwedzkiego zamek dość znacznie ucierpiał, jednak został odbudowany.

Obecnie zamek jest w bardzo dobrym stanie. Pozwala to na jego zwiedzanie, oczywiście po wykupieniu biletów, chociaż w czwartki zwiedzanie jest bezpłatne. Na zamku znajduje się również kawiarnia, serwująca pyszną kawę i ciasta.

Staraliśmy się przytoczyć tylko kilka faktów dotyczących odwiedzanych przez nas miejsc. Jeżeli ktoś chciałby poszerzyć wiedzę na temat wspomnianych zamków polecamy stronę Zamki Polskie. Znajdziecie na niej bardziej rozbudowane informacje.

Nie chcieliśmy jednak zbyt dużo przynudzać, żeby Was nie zabić datami, nazwiskami właścicieli, kolejami losu poszczególnych zamków. Mamy jednak nadzieję, że się podobało.

Już niedługo zaprosimy Was do odwiedzin innego miejsca, zamku w Kamieńcu Ząbkowickim, zgoła innego od opisywanych powyżej, jednak posiadającego bardzo ciekawą historię, z tragicznym wątkiem miłosnym w tle.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *