BAŁKANY,  BAŁKANY 2022,  REGIONY,  SERBIA,  SPORT I PODRÓŻE,  WYPRAWY

Epilog, czyli czas wracać do domu.

Artykuł ten kończy cykl kilkunastu wpisów dotyczących naszej bałkańskiej wyprawy rowerowej, których pełny, olinkowany wykaz znajduje się na końcu posta, ale nie jest ostatnim, o czym na finiszu czytania. Poniżej spisu wszystkich artykułów są też linki do wszystkich opublikowanych filmów z wyprawy.

Co do spraw bieżących. Wszystko co dobre kiedyś się kończy. Również nasza wyprawa powoli miała się ku końcowi. Po przejechaniu 1310 km i pokonaniu 15 462 m różnicy wzniesień pozostał nam dojazd na stację kolejową w Pożedze i przejazd 16 km ze Sremskiego Karlovci do Grgetek.

Meldujemy się więc przed 7:00 na dworcu kolejowym w Pożedze i czekamy na pociąg konsumując śniadanie w postaci ostatniego “burka” wyjazdu, popychanego miejscowym jogurtem.

O dziwo pociąg do Belgradu przyjechał punktualnie, więc bez zbędnej zwłoki wpakowaliśmy się do niego i teraz, już niezmiennym, żółwim tempem ruszyliśmy do Belgradu. Około trzygodzinna podróż minęła nam całkiem szybko. Trochę poserfowaliśmy po Internecie, trochę pospaliśmy na zmianę i jakoś to poszło.

Po 10-tej rano lądujemy na znajomym dworcu centralnym w Belgradzie, przemieszczamy się na peron, z którego odjeżdżają pociągi do Nowego Sadu i czekamy na nasz pociąg do Sremskiego Karlovci.

Na dworcu w Belgradzie. Ponowna wizyta.

Na szczęście nie trwało to zbyt długo i w efekcie końcowym po kilkudziesięciu minutach znowu byliśmy w pociągu. Nawet zbytnio się w nim nie rozsiedliśmy, gdyż po ok. 50 minutach dojechaliśmy do celu.

Na miejscu czeka na nas potworny upał. Nie ma czym oddychać, a i wiatru jak na lekarstwo. W dwuosobowym składzie, tj. ja z Mariuszem, przenosimy rowery po schodach do wyjścia z dworca. Wojtek robi trzy kilometrową rundkę do najbliższego mostu nad torami i po kilku minutach dojeżdża do nas.

Zanim ruszymy do Grgetek, w którym czekają już na nas Bogdan i Liliana, postanawiamy ostatnim akordem zwiedzić Sremski Karlovci, całkiem miłe miasteczko, z kilkoma zabytkami sakralnymi, w tym cerkwią katedralną św. Mikołaja.

Jednak najbardziej znanym zabytkiem miejscowości jest kaplica pokoju wzniesiona w miejscu podpisania pokoju między cesarstwem austriackim, a Turcją, kończącego wojnę, w której jedną z ważniejszych bitew była “nasza” bitwa pod Wiedniem.

Kaplica pokoju w Sremskim Karlovci.

Sama kaplica robi dość dobre wrażenie tylko z zewnątrz. W środku nie powala. Wystrój jest bardzo skromny, a o podpisanym pokoju świadczy kilka podniszczonych tablic upamiętniających ten fakt. Ot i wszystko.

Sremski Karlovci.

Z kaplicy jedziemy do maleńkiego centrum miejscowości z dość klimatycznym deptaczkiem i kilkoma restauracjami. Miejsce to jest bardzo urokliwe chociaż panuje tu spory ruch turystyczny.

Przed cerkwią św. Mikołaja zaczepia nas dwóch młodych Serbów, którzy podziwiają nasze rowery wyprawowe. Okazuje się, że oni również są rowerzystami i przyjechali dzisiaj z Belgradu.

Zasiadamy więc wspólnie przy małym kufelku piwa i rozmawiamy o wielu mniej lub bardziej istotnych sprawach z czasem, niechcący, poruszając tematy drażliwe, a mianowicie inwazję NATO na Serbię w roku 1999 oraz wojnę na Ukrainie.

Z rozmowy wynika, że poczucie krzywdy wśród Serbów jakiej doznali od NATO, a szczególnie od Amerykanów jest nadal bardzo silne. Oczywiście można zrozumieć ich żal, jednak niestety, żaden z naszych rozmówców nie zdobył się na zadanie sobie pytania dlaczego doszło do nalotów na Serbię, stosując pewien mechanizm wyparcia.

Międzynarodowe spotkanie.

Ich stosunek do wojny na Ukrainie jest również specyficzny. Deklarują, że co do tego konfliktu są neutralni, całkowicie ignorując fakty. Może wynika to z tego, iż telewizja serbska, o charakterze reżimowym niestety nie pokazuje tej wojny obiektywnie.

Udało nam się jednak zejść z tematów politycznych i po jakimś czasie zakończyć spotkanie.

Czas się pożegnać.

Musieliśmy się zbierać, gdyż w Grgetek czekali już na nas nasi gospodarze. Ruszamy więc rowerami główną, dość ruchliwą drogą prowadzącą w kierunku Belgradu i praktycznie od razu zaczynamy podjazd. Znaki drogowe informują o 7-mio % nachyleniu drogi i faktycznie nie kłamią. Pocimy się dość konkretnie, jednak po kilkudziesięciu minutach udaje nam się pokonać wzniesienie i skręcić w kierunku pochodzącego z XVI wieku Monastyru Krušedol.

Jeszcze tylko kilka kilometrów, trochę po płaskim, trochę z górki i witamy się z naszymi dobrodziejami.

Od razu na wejściu czeka na nas kielich rakii, wino z “bogdanowej” winnicy i nieprzebrane ilości jedzenia z deserem w postaci swojskiej baklawy.

Gdyby nie fakt, iż chcemy jeszcze odwiedzić położony dosłownie “rzut beretem” klasztor w Grgetek (zdjęcia z klasztoru poniżej) chyba byśmy się nie ruszyli od stołu.

Odwiedzamy więc klasztor, robimy ostatnie zdjęcia (galeria poniżej), opędzamy od atakujących nas pszczół (niestety kilka z nich nas pogryzło) i wracamy do “chałupy”, a w zasadzie ogrodu, w którym ucztujemy do późna degustując miejscową rakiję i wspaniałe wino.

Jednak trzeba zakończyć ten wieczór i położyć się spać. Szczególnie nasz kierowca Mariusz wymaga odpoczynku, gdyż to na nim będzie ciążyć obowiązek dowiezienia nas szczęśliwie do domu.

Kładziemy się po północy, a już koło 8:00 rano siedzimy przy śniadaniu. Nadchodzi czas pożegnań. Trochę smutno opuszczać gościnną Serbię i naszych gospodarzy. Czy jeszcze tu wrócimy? Czas pokaże.

Z Grgetek wyjeżdżamy około 10:00 i bez większych przygód docieramy około 20:00 do Wrocławia. Dość mocno zmęczeni, ale szczęśliwi z efektów wyprawy, zarówno sportowych jak i towarzyskich.

Na zakończenie możecie się jeszcze spodziewać informacji praktycznych dotyczących wyprawy, w której trochę odniesiemy się do kwestii dojazdowych, noclegowych, żywieniowych itd. Cen, warunków bytowania, dostępności pożywienia, tudzież innych niuansów praktycznych.

Zapraszamy.

Lista artykułów:

Nowy Sad lipą pachnący czyli witajcie Bałkany – prolog

Kierunek Bośnia – Dzień I wyprawy

Przez granice w stronę Czarnogóry – Dzień II wyprawy

Deszczowy Durmitor – Dzień III i IV wyprawy

Serpentynami i tunelami Durmitoru – Dzień V wyprawy

Samotnie przez masyw Zelengora i kanion Sutjeski – Dzień VI wyprawy

Mostar na horyzoncie – Dzień VII wyprawy

Ćiro. A cóż to takiego? – Dzień VIII wyprawy

Kierunek Adriatyk – Dzień IX wyprawy

Wzdłuż Boki Kotorskiej – Dzień X wyprawy

Wspinaczka w Parku Narodowym Lovćen – Dzień XI i XII wyprawy

I znowu góry. W drodze nad Jezioro Szkoderskie – Dzień XIII wyprawy

Najbrzydsza stolica Bałkanów (i nie tylko) – Dzień XIV wyprawy

Na chińskiej autostradzie – Dzień XV wyprawy

Z powrotem w gościnnej Serbii – Dzień XVI wyprawy

Ostatki. Monastyr Studenica czyli serbska Częstochowa – Dzień XVII wyprawy

Lista filmów:

Rowerem przez Durmitor

Ciro – 160 km rowerem z Mostaru do Dubrovnika

Bałkany – portret starego miasta

Bałkany rowerem 04 – 25.06.2022 r.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *