OKOŁOROWEROWO,  PORADY,  SPORT I PODRÓŻE

(Nie)Bezpieczny rowerzysta!

Do napisania tego artykułu przymierzałem się już od dawna. Doszedłem do wniosku, że w związku z faktem zbliżania się sezonu wiosennego warto poruszyć tą tematykę. Nie za bardzo wiedziałem jak się odnieść do problemu, czy napisać o tym, jak się zabezpieczać w trakcie jazdy rowerem przed różnymi zagrożeniami, czy zwrócić uwagę na same niebezpieczeństwa czyhające na nas w trakcie jazdy rowerem. Świadomie chciałem pominąć zagrożenia związane z uczestnictwem w ruchu drogowym jako takim, a skupić się na zagrożeniach kreowanych przez nas osobiście lub przez innych rowerzystów.

W efekcie, bazując na własnych doświadczeniach, postanowiłem połączyć te dwa wątki w jeden, tym bardziej że czasami konsekwencje czyhających na nas zagrożeń są niwelowane bądź nie zachowaniem lub niezachowaniem  przez nas określonych względów bezpieczeństwa.

źródło: pixabay.com

Ktoś może powiedzieć – A po co pisać o takich rzeczach? Pewnie można byłoby ten temat odpuścić, jednak dopiero kiedy nieszczęście dosięgnie nas bezpośrednio, zdajemy sobie sprawę z tego, co złego zrobiliśmy lub czego nie zrobiliśmy, tudzież co zrobili inni, że skończyło się to dla nas mniej lub bardziej tragicznie.

Skupmy się jednak na sytuacjach, czynnikach potencjalnie niebezpiecznych dla rowerzysty. Pewnie każdy z czytających ten artykuł oprócz sytuacji wymienionych przeze mnie, o których poniżej, dodałby jeszcze kilka od siebie, do czego zachęcam w komentarzach, może wywiąże się jakaś ciekawa dyskusja, ja jednak chciałem zwrócić jedynie uwagę na kilka, moim subiektywnym zdaniem, najistotniejszych kwestii.

Kolejność ich przedstawiania jest zupełnie przypadkowa, a to czy są one mniej lub bardziej istotne, pozostawiam każdemu z Was.

Używanie telefonu w trakcie jazdy (jazda w słuchawkach, rozmawianie w trakcie jazdy).

Pewnie wielokrotnie byliście świadkami takich sytuacji jak wspomniane powyżej. Można by zapytać – No i co to takiego? Przecież masa ludzi jeździ w słuchawkach i rozmawia w trakcie jazdy. Pewnie tak. Problem pojawia się jednak kiedy ta nonszalancja ma wpływ na innych użytkowników drogi, nie tylko rowerzystów.

źródło: pexels.com

Moim skromnym zdaniem są to sytuacje, które można określić mianem „plaga”. Osoby, które używają telefonu w trakcie jazdy, narażają na niebezpieczeństwo zarówno samych siebie, jak i innych rowerzystów. Rozmawiając w trakcie jazdy, przestajemy skupiać się na drodze, a nasza uwaga zaprzątnięta jest bardziej rozmową, niż tym, co dzieje się wokół nas. Pomijam nawet fakt trzymania kierownicy jedną ręką, co wprost może doprowadzić do upadku. Rada – po prostu się zatrzymaj i spokojnie porozmawiaj.

Innym problemem jest jazda ze słuchawkami. Używając ich w trakcie jazdy, tracimy całkowicie kontakt z rzeczywistością, który ogranicza się tylko i wyłącznie do tego, co widzimy i to głównie z przodu. Umykają nam wszystkie dźwięki ruchu ulicznego, jakie nas otaczają, w tym zbliżające się i dzwoniące rowery, samochody itp.

źródło: pixabay.com

Oczywiście można temu zaradzić. Jeśli koniecznie chcesz słuchać muzyki, polecam zakup słuchawek przewodnictwa kostnego, które umożliwiają słuchanie muzyki, a jednocześnie nie wyłączają nas z tego, co się dzieje na ulicy czy ścieżce rowerowej. Do niedawna zakup takiego sprzętu był

źródło: aftershokz.pl

wydatkiem dość znacznym, jednakże obecnie tego typu słuchawki można już kupić zarówno na polskich, jak i zagranicznych (głównie chińskich) serwisach aukcyjnych za ok. 100 zł.

Jedzenie w trakcie jazdy, szukanie czegoś po kieszeniach, nieskoordynowane ruchy/wygłupy.

Kolejne czynniki wpływające na komfort naszej jazdy. Właściwa ergonomia jazdy, skupienie się na tym, co się dzieje na drodze, mają kolosalne znaczenie dla naszego bezpieczeństwa. Szukanie czegoś po kieszeniach, wyciąganie jedzenia, próba odebrania telefonu powodują rozkojarzenie i potencjalne zagrożenie wypadku. Często w takich sytuacjach skupiamy się

źródło: wformie24.poradnikzdrowie.pl

zamiast na drodze na szukaniu kanapki, telefonu itp., puszczamy kierownicę jedną ręką, a wzrok skupiamy na sakwie, torbie, kieszeni. Nie widzimy co się dzieje z przodu, czy nadjeżdża ktoś rowerem lub samochodem, czy nie pojawiła się jakaś dziura. Z sytuacją tą związane jest także „pływanie” rowerem po całej szerokości ścieżki lub ulicy.

źródło: pexels.com

Pewnie ktoś powie, że włączyło mi się czarnowidztwo, jednak niestety sam byłem ofiarą takiej sytuacji, kiedy to jadący przede mną rowerzysta prawdopodobnie zajechał mi drogę, co doprowadziło do wypadku. Piszę „prawdopodobnie”, gdyż straciłem przytomność i nie pamiętam samego wypadku. Jedynie analizując rodzaj odniesionych urazów (złamania kości twarzy, twarzoczaszki, rozcięcie łuku brwiowego, złamania kości pięty i noga w gipsie, poturbowana klatka piersiowa), miejsce zdarzenia i opinie innych rowerzystów taki rozwój zdarzeń był najbardziej wiarygodny.

Z podobną sytuacją możemy mieć również do czynienia, kiedy niektórych rowerzystów, niekoniecznie tych młodocianych, ponosi ułańska fantazja i zaczynają się harce. Oczywiście jest fajnie i wesoło, jednak należy pamiętać, że nie jesteśmy sami na drodze i zawsze może ktoś nadjechać, np. inny „ułan” i „dzwon” gotowy.

Jazda „po pijaku”.

Tutaj można by napisać pracę doktorską. My Polacy jesteśmy ekspertami w tej dziedzinie. Ze skutkami tego typu zachowań mamy do czynienia na bieżąco. Nie ma tygodnia, aby w środkach masowego przekazu nie pojawiały się informacje o wypadkach, nierzadko śmiertelnych, kiedy sprawca lub ofiara była pod wpływem alkoholu. Niestety będąc „po piwku” i wsiadając na rower w starciu z samochodem, jesteśmy bez szans. W samochodzie prawdopodobnie uszkodzony będzie reflektor, zderzak, może szyba. My możemy cało z tego nie wyjść.

źródło: pexels.com

Zastanawiające jest to, że zasadniczo funkcjonuje niepisane przyzwolenie, iż jadąc rowerem zawsze można jedno czy dwa piwka wypić. Wystarczy spojrzeć ile rowerów stoi zaparkowanych przy popularnych letnich kafejkach. Na pewno część z tych osób konsumuje napoje bezalkoholowe, jednak nie miejmy złudzeń, zjawisko picia latem „piwka” przez rowerzystów i wsiadanie potem na rower jest zjawiskiem powszechnym i dopóki nie dojdzie do zaostrzenia kar dla jeżdżących „po pijaku”, nie tylko rowerzystów sytuacja ta raczej się nie zmieni.

Moja rada – chcesz się spotkać ze znajomymi, zostaw rower w domu lub pracy. Raz na jakiś czas możesz wrócić do domu tramwajem, autobusem lub taksówką. Może będzie trochę drożej niż rowerem, ale na pewno bezpieczniej dla Ciebie i innych.

Kolejnych kilka zagrożeń związanych jest z przestrzeganiem zarówno przepisów, jak i samej logiki jazdy. Mam tutaj na myśli jazdę pod prąd na jednokierunkowej ścieżce rowerowej, jazdę w kilka osób na całej szerokości ścieżki, jazdę po chodnikach, przejeżdżanie na czerwonym świetle, tudzież na przejściach dla pieszych.

Przyznacie, że sporo tego. Może powinienem wydzielić te zjawiska do osobnych pozycji, jednak wydaje mi się, że są one ze sobą w znaczny sposób powiązane i powodują w zasadzie tożsame w skutkach zagrożenia.

źródło: pexels.com

Ogólnie rzecz biorąc, moja rada jest jedna – unikajmy takich sytuacji. Pamiętajmy, że nie jesteśmy sami. Szczególnie zwracajmy uwagę na pieszych, gdyż mogą się oni pojawić nagle na drodze, wychodząc np. z bramy lub ze sklepu. Nie dziwmy się, że pomstują oni na nas, kiedy przeciskamy się chodnikiem między nimi. Ja rozumiem, że w danym miejscu może być duży ruch na jezdni i po prostu boimy się tamtędy jechać, jednak zejdźmy wtedy z roweru, podprowadźmy go kilkadziesiąt metrów lub nadłóżmy trochę drogi i objedźmy to ruchliwe miejsce. To samo odnosi się do przejść dla pieszych, na których nie ma dołożonych ścieżek rowerowych.

Przejeżdżając na czerwonym świetle pamiętajmy, że na taki sam pomysł może wpaść ktoś inny, nadjeżdżający z bocznej drogi. Już nam się wydało, że zdążyliśmy, jemu też, a tutaj niespodzianka. Obydwoje leżymy na jezdni, a właśnie zaczęły jechać samochody. Nieszczęście gotowe.

źródło: unsplash.com

Pamiętajmy, że jednokierunkowa ścieżka rowerowa nie bez przyczyny jest właśnie taka. Prawdopodobnie szerokość jezdni uniemożliwiła stworzenie ścieżki dwukierunkowej. Nie wciskajmy się na siłę pod prąd, bo albo my, albo jadący z naprzeciwka rowerzysta musi zjechać ze ścieżki, czasami wprost pod koła samochodu.

Brak oświetlenia lub zbyt intensywne światło.

Jest to jeden z moich ulubionych tematów. Bardzo często zdarza mi się w trakcie jazdy rowerem do pracy, szczególnie w okresach od jesieni do wiosny, kiedy z rana jest jeszcze ciemno obserwować następujący obrazek:

źródło: pixabay.com

Ulicą bez wydzielonej ścieżki rowerowej jedzie rowerzysta bez jakiegokolwiek oświetlenia, nawet odblasków. Zastanawiam się wówczas, gdzie on ma rozum i jak długo tak pojeździ. Również wyobrażam sobie pomstowanie kierowców samochodów, którzy w ostatniej chwili dostrzegają delikwenta i udaje im się go ominąć.

Niestety zjawisko jazdy rowerem bez oświetlenia jest dość częste. W dużych miastach, gdzie świeci się dość sporo latarni, niektórzy stwierdzają, że światła nie są im potrzebne, gdyż widzą drogę dość dobrze. Może i tak, jednak pamiętajmy, iż światła mają za zadanie nie tylko oświetlać nam drogę, ale także sygnalizować innym uczestnikom ruchu naszą obecność. Niestety nieoświetlony rowerzysta w półmroku latarni miejskich jest kompletnie niewidoczny dla kierowców samochodów. O tym niestety już zapominamy.

źródło: pixabay.com

W obecnej chwili do wyboru jest cała masa akcesoriów oświetleniowych dla rowerzystów, w przedziałach cenowych od kilku złotych do kilkuset, w zależności, do czego dane oświetlenie będzie potrzebne. Warto kupić coś dla siebie i oczywiście używać ten sprzęt.

W trakcie jazdy rowerem po zmroku mamy także do czynienia z innym zjawiskiem. Część rowerzystów używa do jazdy po mieście bardzo mocnych reflektorów, o mocy ponad 1000 lumenów, które przeznaczone są do jazdy w terenie, w dość trudnych warunkach oświetleniowych. Pamiętajmy, że tego typu światła oślepiają jadących z naprzeciwka i mogą doprowadzić do wypadku. Nie wyciągajmy armaty na komara, kiedy nie jest to potrzebne.

Jazda bez kasku.

To również mój ulubiony temat. Nie wyobrażam sobie jazdy bez kasku. Moje doświadczenia z jazdy rowerem jednoznacznie wskazują, że jest to obowiązkowy element wyposażenia rowerzysty. Gdyby nie kask nie wiem, czy w tej chwili pisałbym ten artykuł, gdyż dwa dość poważne wypadki drogowe, w jakich miałem nieprzyjemność uczestniczyć, jadąc rowerem, skończyłyby się na pewno dużo tragicznej niż kilka złamań kości twarzy czy podbite oczy.

Niestety wielu ludzi jeździ rowerem bez kasku, szczególnie pań, które przedkładają wygląd misternie ułożonej fryzury nad bezpieczeństwo.

Częstym zjawiskiem, które naprawdę mnie szokuje, jest sytuacja, kiedy na wycieczkę wyjeżdża Mama, Tato i pociecha. Dziecko ma kask, nawet czasami dodatkowe ochraniacze na kolana czy łokcie, jednak rodzice uważają, że im się nic nie przydarzy i zakładanie kasku jest zbędne. Pomijam aspekt bezpieczeństwa samych rodziców, jednak na krytykę zasługuje w tym momencie wyrabianie złych nawyków u dziecka, które w starszym wieku stwierdzi, iż już nie musi jeździć w kasku, gdyż rodzice też tak jeżdżą.

Może należałoby wprowadzić do przepisów ruchu drogowego obowiązek jazdy w kasku, nie wiem, nadal jednak liczę na zdrowy rozsądek rowerzystów.

Ktoś zapyta, a jaki kask kupić. Nie ma reguły co do marki, wyglądu itp. Kask powinien mieć odpowiedni atest, powinien być także odpowiednio dopasowany do naszej głowy oraz dobrany do odpowiedniego rodzaju naszej aktywności rowerowej.

Oprócz unikania wymienionych wyżej zjawisk niebezpiecznych, zaopatrzenia się w odpowiednie oświetlenie rowerowe czy kask warto również wziąć pod uwagę zakup polisy ubezpieczeniowej. Na rynku dostępnych jest szereg firm oferujących zarówno standardowe ubezpieczenie Następstw Nieszczęśliwych Wypadków, jak i ubezpieczenia dedykowane specjalnie dla rowerzystów, w ramach których możemy ubezpieczyć oprócz NNW także odpowiedzialność cywilną za szkody spowodowane w trakcie jazdy rowerem, a także kradzież samego roweru lub bagażu.

źródło: pling.com

Mam nadzieję, że ten krótki artykuł przypadnie Wam do gustu, a niektórym osobom również otworzy oczy. Może dzięki niemu dojdzie do chociaż jednego wypadku drogowego z udziałem rowerzysty mniej, może zakupiony właśnie kask uratuje komuś życie. Oby.

źródło: pixabay.com

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *