
Samotnie przez masyw Zelengora i kanion Sutjeski – Dzień VI wyprawy.
Na kolejny odcinek wyprawy wybrałem się samotnie. Moi towarzysze podróży, jak wcześniej zaplanowali, postanowili najpierw zaliczyć rafting pontonami po Tarze.


Rozstaliśmy się więc chwilowo i ruszyłem “na solo” w trasę do Gacka. Droga, kiepskiej jakości, nie była zbyt zajmująca widokowo. Trochę krzaków, gdzieniegdzie pojawia się łąka czy droga na przeciwległym zboczu, którą będę później jechał. W efekcie po około godzinie jazdy stanąłem na krótki popas na stacji benzynowej przy moście na Drinie w miejscowości Brod nad Driną. Pyszna kawka, chwila rozmowy z rodziną i jadę dalej.

Jakość asfaltu na kolejnym odcinku jazdy była wprost proporcjonalna do ruchu samochodowego, a w zasadzie motocyklowego. Myślę, że w dość krótkim czasie, może przez dwie godziny jazdy, minęło mnie jakieś 200 motocykli. Nie wiem czy szosa relacji Trebinje – Sarajewo jest tak popularna, czy może też mieli oni jakiś zlot.
Droga na przełęcz przed miejscowością Kruszewo była niestety z tych, które trzeba po prostu zaliczyć. Zero widoków, ciągły podjazd, skwar i tyle. Jakoś się jednak na nią wciągnąłem. W nagrodę za wspinaczkę mogłem porozmawiać z dwójką naszych rodaków, motocyklistów, którzy przemierzali Bałkany na swoich stalowych rumakach.




Po kilku minutach trzeba było jednak jechać dalej. Ruszam na dość szybki zjazd do Kruszewa i dalej do Tjentiste wkraczając do Parku Narodowego Sutjeska.
Jest to najstarszy park narodowy w Bośni i Hercegowinie, chociaż utworzony dopiero w roku 1965. Dominują tu głównie góry z najwyższym szczytem całej Bośni, którym jest Maglić (2 386 m n.p.m.). Porasta go częściowo pierwotny las określany jako Perućica.
Widoki zdecydowanie się poprawiają. Nad doliną dominują monumentalne, wapienne baszty trudne do fotografowania. Jest bardzo przyjemnie, a droga wznosi się umiarkowanie.


Co do Sutjeski, to należy jeszcze wspomnieć o jednej z największych bitew partyzanckich jaka miała tutaj miejsce w czasie II Wojny Światowej.
Bitwa nad Sutjeską była połączonym atakiem sił Osi, trwała od 15 maja do 16 czerwca 1943 roku. Jej celem było unicestwienie partyzanckiej armii w tej części Jugosławii. Niepowodzenie ofensywy stało się punktem zwrotnym dla Jugosławii podczas II wojny światowej.
Państwa Osi zgromadziły 127 000 żołnierzy, złożonych z dywizji niemieckich, włoskich, chorwackich i bułgarskich oraz ponad 300 samolotów. Zgrupowanie armii partyzanckiej, dowodzonej przez Josipa Broz Tito liczyło 22 148 żołnierzy w 16 brygadach.
Bitwa była punktem zwrotnym w przejęciu kontroli nad Jugosławią przez Aliantów.
Pamiątką po bitnie jest górujący za Tjentiste pomnik/muzeum dość tłumnie odwiedzany przez mieszkańców byłej Jugosławii.

Jazda dalej nie jest zbyt szybka. Zatrzymuję się dość często, a aparat idzie non stop w ruch. Mimo to ani się obejrzałem kiedy dojechałem do głównego, ostatniego, 8% podjazdu dnia. Na szczęście ten stopień nachylenia był na odcinku tylko 2,2 km.








Około 2,2 km długości miał też najdłuższy tunel, którym do tej pory jechaliśmy. Nie będę go mile wspominać, gdyż o mało co nie przejechałaby mnie w nim ciężarówka. Mimo tego, iż tunel był oświetlony, ja również miałem włączone światła, a z naprzeciwka nic nie jechało kierowca przejechał obok mnie dosłownie o centymetry. Tak się wystraszyłem, że musiałem się na chwilę zatrzymać i ochłonąć. Gdyby mnie potrącił chyba by tego nawet nie zauważył. Zdecydowanie był to do tej pory najbardziej niebezpieczny moment wyjazdu, który długo będę pamiętał.

Po wyjeździe z tunelu szybko docieram do pięknego, turkusowego Jeziora Klinje, które faktycznie ma kształt klina wciskającego się między górskie szczyty.

Z tego miejsca pozostał mi jedynie 6 – kilometrowy dojazd na nocleg, częściowo przeciskający się między spacerującymi drogą krowami.

Po kilkudziesięciu minutach od wyjazdu znad jeziora docieram do Gacka. Krótka rozmowa z panią w pensjonacie, która nie była zbytnio zorientowana ile powinienem zapłacić gdyż to syn zarządza interesem, szybki prysznic i ruszam na obiad do miasta.
Okazuje się, że znalezienie restauracji, która podaje coś do jedzenia oprócz piwa i kawy nie jest takie proste. Dzięki pomocy miejscowych udaje się jednak odnaleźć w ukrytym zaułku wejście do restauracji, chyba najlepszej w mieście więc robiąc “lokowanie produktu” podaję nazwę – “Restauran URKE”. W restauracji zjadam podaną w iście królewskim stylu pljeskavicę z dodatkową porcją małych, jeszcze gorących bułeczek, a całość popycham kuflem miejscowego piwa.

Co do samego Gacka to jest to dość małe, wyciszone miasteczko, w którym dominują serbskie nastroje, a całe życie toczy się w okolicy głównego skrzyżowania.
Jedynym ciekawym obiektem, o charakterze historycznym jest miejscowa cerkiew, niestety zamknięta na głucho.
Po obiedzie ruszam powoli do pensjonatu robiąc małe zakupy w sklepie. Czekam jeszcze tylko na chłopaków, którzy docierają ostatecznie punkt 22:00. Trochę wspominamy jak nam minęła trasa, jakieś małe piwo i na tym kończymy ten gorący dzień.
Mapa przejazdu poniżej.

